Junkie XL – „Synthesized”

27 grudnia 2012
ok. 2 minut czytania

Na swoim szóstym autorski albumie, weteran klubowej sceny nie sprzedaje żadnych półśrodków i tanich melodii. 15 lat po swoim debiucie, rozkręca kolejną taneczną imprezę, jakby dopiero co dorwał się do mikserskiego stołu. Już od pierwszych minut „Synthesized” nie daje słuchaczom taryfy ulgowej – otwierający album „Take Off On Molly’s E”, przywołujący na myśl skojarzenia z The Chemical Brothers, zapowiada nic innego, jak ekstatyczną zabawę przy elektronice najlepszego sortu. Za sprawą house’owych i breakbeatowych petard Junkie XL, wracamy do złotych czasów tych gatunków, a przy tym wywijamy też śmiało nogami w funkowym, electro-rockowym czy nawet synthpopowym klimacie. Całość to jeden zgrabny, iskrzący od tanecznych fajerwerków miks, przez który przewijają się zarówno echa twórczości wspomnianych Chemicznych Braci, jak i Fatboy Slima, The Bloody Beetroots, jak i Justice. Jeśli muzyką klubową zwykliście nazywać to, co grają dzisiaj na Vivie, albo co puszcza David Guetta – koniecznie sięgnijcie po „Synthesized”. Junkie zrobi wam szybki wykład na temat tego, co jest sexy i co jest hot na dancefloorze, nie zanudzając ani przez chwilę. Nawet w ostatnim, kończącym dzieło blisko 8-minutowym i mocno rozmarzonym „The Art Of Luxurious Intergalactic Time Travel”, XL ani trochę nie spuszcza z tonu, odpowiednio budując napięcie i grając na naszych emocjach. Ten numer to swoją drogą idealne podsumowanie ponad godzinnego transu i cudowne ukojenie wszystkich poruszonych przez album zmysłów (a przy okazji świetna propozycja na uwiecznienie każdej kolejnej imprezy). Że może nieco noga boli? Taki ból to przyjemność.