Kele – „Trick”

15 października 2014
ok. 1 minuta czytania

Nikogo nie powinno dziwić, że lider Bloc Party czuje się tak swobodnie w dyskotekowej stylistyce. Na rozbrat z rockiem zdecydował się już w 2010 roku, gdy wydał dobrze przyjęty longplay „The Boxer”, a pochodzący z niego kawałek „Tenderoni” do dziś jest hiciorem klubowych parkietów. Album „Trick” brzmi jeszcze lepiej – kusząco i dojrzale. Okereke snuje opowieść o budzącym się do życia uczuciu, jego rozkwicie, ale i o jego nieuniknionym upadku. I wcale nie jest to opowieść banalna, a elegancka i podparta niegłupimi tekstami.

Choć w jednym z ostatnich wywiadów Kele narzekał na regres czarnej brytyjskiej muzyki, sam niezbyt często do niej nawiązuje. Ślady funku i R&B przemykają w zamykających krążek numerach „Silver and Gold” oraz „Stay the Night”. Poza tym dominuje house i echa disco z lat osiemdziesiątych. Single „Coasting” i „Doubt” to taneczne majstersztyki z buzującymi, syntetycznymi perkusjami. Z kolei „Year Zero” wyróżnia się bardziej industrialnym brzmieniem, a jedyna ballada w zestawie – „My Hotel Room” – ma inteligentny tekst i, przede wszystkim, nie smęci. Okereke konsekwentnie unika gitar, a jego dodatkowym atutem jest magnetyzujący, zuchwały wokal.

Jeżeli puszczanie na imprezie Iggy Azalei jest dla was czynem poniżej godności, to „Trick” wydaje się cudownym remedium. Singel „Coasting” już zadomowił się na klubowych setlistach, a nowy album Kele – świeży i zadziorny – skrywa jeszcze kilka murowanych hitów.