Kings of Convenience latem 2022 w Warszawie

12 maja 2021
ok. 2 minut czytania

Będziecie się zastanawiać, dlaczego Kings of Convenience zajęło to tyle czasu. Kiedy pomiędzy albumami mija 12 lat, można założyć, że nastąpiła jakaś dramatyczna przepaść. A kiedy dowiecie się, że album był nagrywany przez pięć lat w pięciu różnych miastach, możecie spodziewać się czegoś piekielnie okazałego, przepełnionego wymyślną produkcją i mnóstwem gości.

Ale żadna z tych rzeczy nie jest prawdą. \”Peace or Love\”, czwarty album Kings of Convenience, brzmi całkowicie świeżo: 11 utworów o życiu i miłości – pięknych, czystych i emocjonalnych. Po prostu dla Eirika Glambeka Bøe i Erlenda Øye wspólne tworzenie muzyki nigdy nie było prostą sprawą.

– Wygląda to oczywiście na powrót, ale tak nie jest – mówi Eirik. – To był bardzo powolny projekt. Wiele razy oszukiwaliśmy się, myśląc, że teraz wiemy, jak nagrywać, ale w momencie, gdy jesteśmy w studiu, zdajemy sobie sprawę, że w nagraniach tak naprawdę chodzi o uchwycenie magii. Bardzo, bardzo trudno jest sprawić, by coś brzmiało prosto.

Eirik i Erlend spotkali się w szkole w Bergen w Norwegii i po raz pierwszy wystąpili razem w zespole rockowym Skog, zanim w 1999 roku utworzyli duet. Po kilku wspólnych albumach i trasach koncertowych Erlend osiedlił się w Syrakuzach na Sycylii, podczas gdy Eirik pozostał w Bergen. Do stycznia 2016 roku Kings of Convenience napisali prawie wszystkie utwory na \”Peace or Love\” i odbyli swoją pierwszą sesję nagraniową podczas trasy koncertowej w Santiago w Chile. Tamtej jesieni zadebiutowali z nowym materiałem przed fanami. Potem sprawy się skomplikowały.

– Nagraliśmy album około pięć razy – mówi Eirik. W miarę postępów sesji nagraniowych do albumu dołączyli inni muzycy. Łamiący serce \”Love Is a Lonely Thing\” został nagrany w studiu Funkhaus Nilsa Frahma w Berlinie z kanadyjską wokalistką Leslie Feist.

Te 11 utworów to emocjonalna głębia i zdobywana z wiekiem mądrość. \”Peace or Love\” to dźwięk dwóch starych przyjaciół, którzy wspólnie odkrywają ostatnią fazę ich życia i szukają nowych sposobów na uchwycenie tej nieuchwytnej magii.

– Sfrustrowaliśmy wiele osób z branży muzycznej, ponieważ nie zgadzamy się na dopasowanie się do ram tego, jak się wszystko robi – mówi Eirik. – Ale właśnie dlatego nadal kocham to, co robię. Nie jestem zblazowany.