Kriegsmaschine – „Enemy Of Man”

24 marca 2014
ok. 2 minut czytania

Splity ze Szron i Infernal War nie mogły zadowolić fanów black metalu, aczkolwiek z całą pewnością ich apetyt znacząco podsyciły. Trzeba jednak mieć świadomość, że powstanie następcy świetnego „Altered States Of Divinity” z 2005 roku można traktować w kategorii cudu. Wszak w międzyczasie Destroyer stał się bardzo zajętym muzykiem Hate, z którym objechał, objeżdża i pewnie objeżdżać będzie kawał świata, a Mikołaj (M.) wyniósł Mgłę na poziom bliski blackmetalowym szczytom i właśnie zaczyna podbój świata. Świetnie, że panowie znaleźli czas na nowe nagrania, bo efekt ich współpracy jest po prostu powalający!

Jeśli bawić się w nawiązania do tytułu, Kriegsmaschine jest wrogiem spokoju, radości, prostactwa, podawania gotowych odpowiedzi, jasnego spojrzenia na świat. To info dla tych, którzy z muzyką tria stykają się po raz pierwszy. Kriegsmaschine na drugiej płycie to potwór porywający nas od pierwszego dźwięku w podróż po posępnych, mrocznych, niepokojących, nihilistycznych, przerażających zakamarkach wyobraźni. Transowo zapętlający nas w sześciu fantastycznych kompozycjach frapującymi tekstami, mających jakiś dodatkowy smaczek, urozmaicenie (jak chór kościelny na początku), subtelną warstwę, chwilami napiętych do granic wytrzymałości, co potęgują zagęszczone bębny. Muzyka to rozbudowany, wyrafinowany, przemyślany black metal, w którym siła przekazu, klimat utworów, są 666 razy ważniejsze niż ekstremalne tempa, rozwiązanie w stylu „byle szybko, byle brutalnie, byle do przodu” i nagromadzenie dużej liczby antychrześcijańskich bluzgów. Każdy z sześciu numerów z „Enemy Of Man”, absolutnie każdy, zasługuje na dokładne przesłuchanie. Każdy wciąga, każdy umiejętnie zachęca do posłuchania kolejnego, a potem do rozpoczęcia całego rytuału od nowa. Wyróżnienie tylko jednego kawałka byłoby po prostu nie w porządku.

Black metal ma różne oblicza, a ciemność rozmaite stopnie natężenia. Kriegsmaschine o tym doskonale wiedzą, bo to, po pierwsze, doświadczeni muzycy, a po drugie, to muzycy przesiąknięci wszelakimi wariantami ekstremy i czujący ją doskonale. „Enemy Of Man” nie jest wrogiem każdego człowieka. Tylko tych, którzy mają zamknięte umysły. Dla mnie jeden z kandydatów do metalowej płyty 2014 roku. Żywię nadzieję, że trio kiedyś zacznie grać koncerty. Choć nie jest ona nawet w połowie tak wielka jak zachwyt nad krążkiem.