Lamb – „Backspace Unwind”

27 października 2014
ok. 1 minuta czytania

Andy Barlow jest diablo zdolnym muzykiem o niemałej wyobraźni, a Lou Rhodes ma magnetyzujący głos i kilkoma wyśpiewanymi głoskami potrafi chwycić za serce. Ta para po prostu umie tworzyć nieprzeciętne, klimatyczne utwory. Na nowym krążku nic się w tej kwestii nie zmienia. Szóstej płyty zespołu słucha się dobrze, przyjemnie, ale nic ponadto.

„Backspace Unwind” to album dla „rybaków”. Dla tych, którzy lubią czekać długo i cierpliwie, aż żyłka zacznie się napinać. Którzy mają ochotę poświęcić godziny na wyłowienie niekoniecznie okazałej sztuki. Innymi słowy to płyta dobrych momentów, kapitalnych pomysłów, elektryzujących fragmentów, które trzeba wyłowić z tej muzycznej toni. Tytułowy numer fajnie, nerwowo wibruje, „We Fall In Love” ma niesamowity urok szybujących nagrań z początku XXI wieku, a „Seven Sails” to cudna zabawa dźwiękiem i rytmem. Brakuje tu jednak pięknych melodii, wspaniałych kompozycji, wielkich emocji. Jest ładnie, bywa urokliwie, słychać talent muzyków, całość się jednak rozmywa. Pojedynczo jeszcze te nagrania mają jakąś moc, ale zebrane w całość przeciekają przez palce.

„Backspace Unwind” to płyta wystarczająco dobra i ciekawa, by zachęcić do udziału w grudniowych koncertach duetu, ale nie na tyle dobra czy ciekawa, by zapałać (znów) do Lamb wielką miłością.