Leftfield – „Tourism”

20 marca 2012
ok. 2 minut czytania

Jeśli najbardziej udane płyty to te, które w trakcie realizacji sprawiały najwięcej przyjemności samym muzykom, koncertowe wydawnictwo duetu Leftfield pojawiło się w najlepszym dla niego czasie – tuż po zakończeniu australijskiej trasy, na którą Neil Barnes i Paul Daley wybrali się przed rokiem. W tournée po dalekim kontynencie autorzy niezapomnianych płyt „Leftism” oraz „Rhythm And Stealth”, które wciąż wspomina się z wypiekami na twarzy, ruszyli zachęceni pozytywnym przyjęciem pierwszych powrotnych występów, do których doszło w 2010 roku – po ośmioletniej, długiej przerwie w działalności duetu. A bawili się tam na tyle świetnie, że zechcieli pocztówką z Australii podzielić się i z nami.

Złośliwi powiedzą, że „Tourism” to kolejna – po „A Final Hit: Greatest Hits” – próba żerowania na kieszeni starych fanów dobrej, nasyconej dubem elektroniki. Kiedy ich ulubiony zespół nie ma już pomysłu na siebie, a chce jeszcze trochę zarobić, musi albo koncertować, albo wydawać starocie w nowych opakowaniach. Jest w tym sporo racji, w końcu zapis trasy po Australii opiera się głównie na najbardziej popularnych singlach Leftfield – z „Africa Shox” i „Original” na czele. W porównaniu jednak ze zbiorem największych przebojów wydanym w 2005 roku, „Tourism” wypada lepiej. Głównie za sprawą energii, jaka wylewa się z tego albumu – w koncertowych wersjach muzyka brytyjskiego duetu potrafi przyprawić o szybsze bicie serca lepiej niż wódka z podwójnym red bullem. Rozpędzające się z wolna kawałki mogą na pierwszy rzut ucha brzmieć nieznośnie za długo, siadająca niekiedy atmosfera psuć odbiór całości, ale to mimo wszystko przyjemna podróż do przeszłości. A przy okazji dobry podkład pod taneczną imprezę.