Lenny Kravitz – „Black And White America”

27 lutego 2012
ok. 2 minut czytania

Piosenki powstawały w przeciwstawnych warunkach. Z jednej strony bajeczna jak z turystycznego folderu wysepka na Bahamach, na której życie płynie sielsko i leniwie. Z drugiej, tętniący życiem Paryż, w którym o spokój trudno. W piosenkach te przeciwstawne otoczenia są słyszalne. Numery, które ostro wrażają się w receptory, to efekt pobytu Lenny’ego we Francji. Wyjątek to „Boongie Drop”, żywe połączenie hip-hopu i R&B z udziałem Jaya-Z, zainspirowany wizytą artysty w jednym z klubów na wysepce.

Czy „Black And White America” to powrót Lenny’ego do wielkiej formy? Nie. Lecz jest to odrodzenie po nijakim „It Is Time For A Love Revolution”. Nie ma przebojów kalibru tych z pierwszych paru wydawnictw. Lecz nie da się zaprzeczyć, że Kravitz napisał na krążek sporo udanych piosenek. I postawił na podkreślenie tego, skąd pochodzi jako muzyk. Jeśli jest mocniejszy rock, to z biblioteki, z przegródek z napisami Jimi Hendrix, The Rolling Stones, The Who (znakomity „Everything”), z melodyjnością niemal beatlesowską (natchniony nadzieją „Push”). Lżejsze piosenki są jak odnalezione po latach bonusy do płyt Isaaca Hayesa z czasów „Shaft”, Jamesa Browna (jest wspomniany w tekście „Life Ain’t Ever Been Better Than It Is Now”), Sly’a Stone’a, George’a Clintona, Kool And The Gang, Earth, Wind And Fire. Subtelne oblicze Kravitza jest zmysłowe, mocno erotycznie bujające, podkreślone czasem delikatnym, wysokim głosem artysty.

Problemem Lenny’ego od lat jest to, że jego krążki są nierówne. Zwykle nawet na słabej płycie udawało mu się zamieścić singlowy hit lub dwa i komercyjnie się obronić. Na „Black And White America” jest nieco inaczej. Ciężko wskazać zdecydowanych faworytów radiowej anteny. Album jest dość równy, aczkolwiek i mielizny się na nim trafiają. Choćby taki „Rock Star City Life”, który byłby fajnie „żrącym” rockowym numerem, gdyby wyciąć obciachowe klawisze. W podniosłych kawałkach Lenny popada w przesadną nudę, co można usłyszeć choćby na „The Faith Of A Child”. Artysta chciał pokazać wiele swoich odcieni i zrobił to. Nie wszystkie kolory świecą jaskrawo. Lecz ogólnie rzecz ujmując, na cały dziewiąty obrazek namalowany dźwiękami przez Kravitza patrzy się przyjemnie.