Lightspeed Champion – „Life Is Sweet! Nice To Meet You”

18 lutego 2010
ok. 1 minuta czytania

Głównie balladowo, ba operowo! Romantyzm wylewa się tutaj z każdego kąta, przesiąka wszystko. Pojawia się The Smiths, Pixies, legendarny złoty chłopiec jednej płyty Jeff Buckley a także formacja The Veils, której przewodzi Finn Andrews. Dostajemy do dyspozycji 15
krwistych kawałków, które tętnią niespotykaną witalnością. Jest teatralnie, dramatycznie. Każda piosenka różni się od pozostałych. To pojawiają się smyki, to pianino, to gitara akustyczna. Jedna wielka instrumentalna impresja. Całość urozmaicona tysiącem dźwiękowych smakołyków skrzętnie poupychanych w poszczególnych kompozycjach, co
jest z pewnością zasługą Bena Allena, producenta, który wcześniej współpracował m.in. z Gnarls Barkley i Animal Collective. Wręcz epickie podejście do muzyki z kolei bardzo mocno przypomina twórczość Zacha Condona, zresztą podobnie jak w zespole Beirut jest tu
także ta afirmacja życia, swoiste muzyczne carpe diem – wystarczy spojrzeć na tytuł tego wydawnictwa.

Płyty słucha się jednym tchem, człowiek ani się obejrzy a już wyczerpał wszystkie zawarte nań utwory. Pojawia się pewien niedosyt, ale także pozostaje posmak czegoś wyjątkowo smacznego. Jednak nie ma się co smucić, artysta na kolejne dwa lata obiecał, że wyda co najmniej 50 płyt-bootlegów(!). Pozwólcie sobie się zakochać.