Lindsay Lohan prawie jak Marilyn Monroe

25 sierpnia 2011
ok. 1 minuta czytania

Aktorka, która ma za sobą już kilka pobytów na odwyku i liczne konflikty z prawem, twierdzi, że ludzie przestali dostrzegać w niej człowieka.

– Ludzie stworzyli sobie w głowach pewien obraz mojej osoby i zapomnieli, że w środku jest wrażliwy człowiek – żali się Lohan. – Tak samo było z Marilyn Monroe. Ona nigdy nie chciała być celebrytką. Ja też nie. Nie chcę być zapamiętana jako ktoś, kto zabiegał o uwagę fotoreporterów, szlajał się po klubach i pakował w kłopoty. Nadal wierzę w siebie i wiem, że jestem dobrą aktorką. Heath Ledger powiedział mi kiedyś: „Wyniosą cię na piedestał, aby potem cię z niego strącić”. Sprawdziło się.

Dorobek Amerykanki zamyka obraz „Maczeta”, który na polskich ekranach zagościł 26 listopada 2010 roku. Jej ostatni longplay to „A Little More Personal (Raw)” z grudnia 2005 roku.