Linkin Park – „Underground v9.0 – Demos”

15 września 2010
ok. 2 minut czytania

„Underground v9.0 – Demos” to jak wskazuje tytuł zestaw nagrań demo. Niby pozycja typowo kolekcjonerska, przeciętny sympatyk Amerykanów nie będzie zawracał sobie przecież głowy szkicami przyszłych przebojów. Komu jednak wpadnie w ręce to wydawnictwo, niech poświęci trochę czasu i się z nim zapozna. To ciekawy materiał poglądowy. Prezentacja tego, jak kapitalny, szalenie obiecujący zespół zmienia się w niemal popową gwiazdę. Ile mocy i energii ginie między pierwszymi pomysłami w studiu a tym, co później trafia na płytę, a przede wszystkim do radia i telewizji. Najjaśniejszy przykład to „Faint” skądinąd świetny numer, hicior z drugiego albumu, „Meteora”. Linia melodyczna ta sama, są klawisze, ale proporcje totalnie zaburzone. Elektronika tli się gdzieś niemrawo, za to na pierwszy plan wysuwa się ciężka – proszę mi uwierzyć, naprawdę ciężka – artyleria, czyli huczące, nisko grające gitary. Bez refrenu, za to z wydzierającym się wniebogłosy Chesterem. Piękna, absolutnie kapitalna rzecz. Jeszcze większe wrażenie robi utwór „A-Six” zaczynający się nerwowo-industrialnym motywem. Instrumentalny potwór, z mrocznymi fragmentami a la Tool i piłującymi riffami. Kawałek ostatecznie nie trafił na żadną regularną płytę, a wyłącznie na jedno z poprzednich wydawnictw z serii „Underground”. I nie ma się co dziwić. Przy nim wszystkie znane nam powszechnie nagrania Linkin Park wypadają jak piosenki z przedszkola. „Drawing”, czyli wczesna wersja „Breaking the Habbit” to już inny kaliber, ale również wielce interesująca metamorfoza. Dominuje rozedrgana, zimna, mechaniczna elektronika na eterycznych, niemal romantycznych pasażach. Największą gratką, co nie znaczy najlepszym fragmentem wydawnictwa jest niepublikowany wcześniej „Across the Line”. Wyprodukowany przez Ricka Rubina numer z 2007 roku z początku jest dość niepozorny – zgrabna melodia, wygładzone brzmienie, Bennington śpiewający swym ładnym głosem, kiedy jednak mija 1:50, muzyka rozpędza się i eksploduje.

Nie wszystko zachwyca, ale smaczków i niespodzianek znajdziemy tu sporo. Trudno „Underground v9.0 – Demos” zaliczyć do pełnowymiarowych i pełnowartościowych dzieł, ale jest to naprawdę ciekawy dodatek do płytoteki, i to nie tylko dla fanów Linkin Park.