Lipali – „Fasady”

17 grudnia 2015
ok. 2 minut czytania

Lipę zawsze wysoko ceniłem za to, że potrafi pięknie i celnie przyłożyć takim riffem „pod nogę”, za ten charakterystyczny lekko chropawy krzyk i że w dosłownie paru słowach potrafi spuentować to, co dzieje się w człowieku, z człowiekiem i otaczającej nas rzeczywistości. Wspaniale zrobił to na płytach „Trio” i przede wszystkim „3850”, która pozostanie dla mnie wciąż najlepszą pozycją w dorobku Lipali.

„Fasady” to zespół już jako kwartet (ten czwarty to Roman Bereźnicki), szeroka paleta kolorów (więcej klawiszy niż wcześniej), czasem takich, których po Lipali raczej byśmy się nie spodziewali. Co nie znaczy, że niewłaściwie dobranych. „Ludzie 1.2”, w której mamy skrzyżowanie folku zza naszej wschodniej granicy w wokalnym duecie Lipy i Małgorzaty Zomerlik z – od zawsze będącym w DNA kapeli – czadowym rockiem, jest ciekawym zabiegiem. Podobnie lekkie jazzowe bujanie na początku „Lava love”, rozwijające się w rzężące gitary, mocną sekcję i wtręty smyczkowe, a pod koniec w ciężar niemalże jak z Pantery. Mamy jeszcze chociażby hybrydę country i rocka w piosence „Kawy dwie”.

Można by wskazać jeszcze więcej połączeń, nawiązań, etc. Przez nie szósta płyta Lipali jest mniej bezpośrednia, mniej oczywista, wolniej wpada do głowy, wymaga dokładniejszego przyjrzenia się, głębszej refleksji. Pod względem brzmienia czy tekstów Lipy wszystko jest jak zawsze, czyli na znakomitym poziomie. Lipali stosuje też bardzo różne „stopnie zasilania”. Od potężnych metalowych czadów, przez sielski rock alternatywny, elementy kojarzące się z czymś pomiędzy brit popem a wyszukanym popem (np. w „Chłopcach”), po liryczne, balladowe słodzenia (nieprzesadne, na szczęście). Daje się wyczuć, że w zespole nastąpiło coś na kształt odświeżenia energetycznego, dodatkowego zastrzyku radości i pasji. Nie wiem, czy dojście nowego muzyka równa się otwarcie nowego rozdziału. Nie sądzę, szczerze pisząc, bo w Lipali Lipa zawsze będzie miał co do kształtu muzyki zdanie ostateczne. Słychać jednak wyraźnie, że zespół ma jeszcze więcej chęci, aby szukać czegoś, co wzbogaci przewidywalne granie na gitary i perkusję. Biorąc pod uwagę, że mamy do czynienia z muzykiem nietuzinkowym, jakim jest Lipa, w przyszłości można spodziewać się wielu miłych zaskoczeń.

„Fasady” za esencjonalną dla Lipali fasadą z mięsistych riffów i mocnych bębnów, kryją wielobarwny obraz, który spodoba się najpierw na pewno fanom nie czującym się za dobrze, gdy za długo podaje im się to samo, lubiącym ciekawe dodatki. Tu mają ich sporo.