Lizzo – „Big GRRRL Small World”

8 stycznia 2016
ok. 1 minuta czytania

Wyobraźcie sobie połączenie Kanye Westa, Commona, Missy Elliott i może trochę Lupe Fiasco z jego kosmicznymi zapędami. Na swej drugiej płycie „Big GRRRL Small World” Lizzo w ciekawy, niebanalny sposób łączy mocny, charakterny rap z miękkimi, soulowymi elementami i nowoczesną elektroniką. W pozornie kanciaste, surowe kawałki potrafi wpleść aksamitne, ciepłe brzmienia („The Fade”). Bywa ostra, czasem też pełna goryczy („1 Deep”), ale i liryczna, delikatna, niemal rozmarzona („The Realest”).

Pierwsze dwa utwory „Aint I” i „Betcha” nie zwiastują niczego nadzwyczajnego. Ot, wyszczekane hiphopowe kawałki – pierwszy na tłustym, mrocznym bicie, drugi bardziej rozedrgany. Dalej jednak Amerykanka pokazuje, że niejedno ma oblicze i że nie ogranicza się do rapu. „Ride” urzeka harmonijnym, delikatnym refrenem i disco-brokatem, „My Skin” to chwilami piękna ballada, a zmysłowe „Humanize” prezentuje imponujące wokalne możliwości Melissy Jefferson, jak naprawdę nazywa się artystka.

Lizzo to wyjątkowa, nietuzinkowa raperka i wokalistka. Wyrazista, odważna, lubiąca eksperymenty, ale i mająca dryg do zaskakujących a zarazem udanych połączeń.