Lutowy koncert Imminence przeniesiony do klubu Pralnia

21 stycznia 2020
ok. 3 minut czytania

Plotki o śmierci metalcore’a są przesadzone. Tak można z czystym sumieniem strawestować słynne powiedzenie, gdy posłucha się tego, co ma do zaproponowania szwedzka formacja Imminence. Zespół, który doceniła słynna Nuclear Blast, z byle kim nie podpisująca umów.

Powstały w 2010 roku w Trelleborg/Malmö zespół tworzą: Eddie Berg (wokal, skrzypce), Christian Höijer (gitara basowa), Harald Barrett (gitara) i Peter Hanström (perkusja). Fundamentem ich muzyki jest metalcore, choć bliższe prawdy jest napisanie, że to tylko jeden ze składników. Ponieważ Imminence czerpie z paru stylów, choćby z djentu, popu, pop rocka, muzyki klasycznej. Określenie „alternatywny metalcore” jest w sam raz.

Imminence wyróżniają na pierwszy rzut ucha dwa elementy – kapitalny wokal Eddiego (ostry i melodyjny), który ponadto gra na skrzypcach, fortepianie i reżyseruje teledyski oraz świetne wstawki skrzypiec i fortepianu w utworach, wyjątkowe w szeroko pojętym metalcorze. Dodać można jeszcze świetną żonglerkę klimatami oraz świetne wyczucie melodii.

W 2015 roku ukazał się przełomowy dla Imminence singel „The Sickness”. Od tamtej pory kapela niezmordowanie koncertuje, zdobywając fanów w kolejnych miejscach, do których się udaje. Na koncie mają kilka singli i albumów. Spośród tych drugich najmocniej namieszał „Turn The Light On”, który zebrał entuzjastyczne recenzje w muzycznej prasie. Jak mówił barwnie Eddie, płyta „rzuca światło na ciemność, którą nosimy w sobie”.

Ich nazwa kinomanom kojarzy się z kultowym amerykańskim westernem z Jamesem Cagneyem i Humphreyem Bogartem. Fanom nowoczesnego metalcore’u, który dość wyraźnie smali cholewki do progmetalu, może z kolei kojarzyć się z niemiecką formacją The Oklahoma Kid. Zespół od powstania w 2012 roku robi bowiem systematyczne postępy i jego nazwa dość mocno zapisała się na metalcore’owej scenie.

Kwintet z Rostocku dumnie deklaruje, że tworzy nowoczesny metal i nie jest to przesada. Czerpiąc inspiracje z klasyków heavy metalu, miesza je z dokonaniami amerykańskiego metalcore’u oraz techniką i motoryką charakterystyczną dla kapel progmetalowwych. Miszmasz tego typu daje energetyczne, dość brutalne utwory, chwilami pogmatwane technicznie, ale niepozbawione miłych dla ucha melodii oraz ciekawego klimatu (by wziąć singlowe „Oasis” i Feed Me Fear”).

Wyglądają trochę jak wyluzowani amerykańscy skaterzy, których poza deską i jointem niewiele interesuje, ale Tomm Brümmer (wokal), Fred Stölzel (gitara), Andreas Reinhard (gitara), Robert Elfenbein (gitara basowa) oraz David J. Burtscher (perkusja) to faceci poważni, którzy wiedzą, czego chcą. Ich biografia kończy się dość buńczucznym stwierdzeniem, że The Oklahoma Kid (z płyt i na koncertach) zmienią naszą percepcję metalu. To za jakiś czas może być prawda. Zwłaszcza jeśli będą nagrywać takie albumy, jak „Solarray” (2019).

Acres to kwartet pochodzący z południowego wybrzeża Zjednoczonego Królestwa, który zadebiutował w 2017 roku doskonale przyjętą EP-ką „In Sickness & Health”. Na niej panowie ujawnili swoje zamiłowanie do post hardcore’a oraz dźwięków, które można opisać jako atmosferyczny, klimatyczny rock. Choć wtedy dało się jeszcze bardzo wyraźnie wyczuć fascynacje Anglików estetyką emo i screamo.

Od czasu ukazania się EP-ki Acres robili to, co początkujący zespół robić powinien – grali liczne koncerty klubowe na Wyspach oraz poza nimi, rozwijali warsztat, pisali nowe kompozycje. W efekcie w 2019 roku sprezentowali światu debiutancki album „Lonely World”. Tytułowa samotność często zestawiana jest z melancholią, nostalgią, bólem, cierpieniem i coś takiego na płycie słychać wielokrotnie. Szczególnie w niesamowitym wokalu Bena Lumbera. Aczkolwiek panowie nie wyrzekli się całkowicie swojej miłości do ostrych dźwięków, co słychać w wielu utworach, chociażby tytułowym, czy „Lullaby”.

Cechuje ich szczerość, a płyta „Lonely World” to hołd dla życia dziejącego się wokół nas, tak podsumowują swoją twórczość Acres, którzy zdążyli już zaprezentować swoją sztukę także w Polsce. Ci, którzy widzieli ich na żywo, wiedzą już, że te słowa to nie przesada. Pozostałym poleca się przekonanie się na własne oczy i uszy, że tak właśnie jest.

Bilety na koncert dostępne na sklep.knockoutprod.net.