Mariah Carey – „Merry Christmas II You”

5 lipca 2011
ok. 2 minut czytania

Druga świąteczna płyta w dorobku Carey to perfekcyjnie przygotowany ze znanych elementów produkt. Kolorowy, skrzący się różnymi barwami, niezwykle efektowny. Niestety, mało w tym szczerości, więcej realizacji biznesplanu. Nikt mi nie wmówi, że Mariah tylko z ciekawości przefasonowała megahit „All I Want For Christmas Is You” i zamieściła na płycie. Numery napisane specjalnie na album nie są nawet w połowie na zbliżonym poziomie.

W piosenkach nie zabrakło niezbędnych cech bożonarodzeniowych utworów, jak i muzyki, z której gwiazda słynie, w czasie gdy nie lepi się bałwana. Mamy zarówno zaaranżowane z przepychem orkiestracje, jak i odważne posunięcie w postaci bujającej, erotycznej piosenki. Nasycona seksem „Here Comes Santa Claus…” nadałaby się na świąteczną imprezę u Hugh Hefnera. Z ziomalami ze złotem na szyi, ledwo ubranymi paniami, wyginającymi się przy choince i wręczającymi sobie prezenty w podgrzewanym basenie. Jest stonowane, miło kołyszące R&B, jazzujące ballady (w nich Carey pokazuje kunszt wokalny), są mocne, niemal gospelowe chóry. Śpiewaczka operowa Patricia Carey postanowiła wspomóc córkę wokalnie w nieznośnie patetycznej „O Come All Ye Faithful”. Może w podzięce za to, że wkrótce uczyni ją babcią?

Wszędzie słód, gruba warstwa lukru. Szkoda, że artystka o osiągnięciach i umiejętnościach Mariah woli działać według sprawdzonych recept, zamiast wyjść raz na czas poza schemat. Coś w dur, coś w moll, trochę podniosłej łzawości i liryzmu, ździebko skocznej radości i bujania. Do tego kilku ekstraklasowych producentów (m.in. Jermaine Dupri) i wychodzi ekstra komercyjny produkt. Konfekcja idealnie sprawdzająca się jako ozdoba w zimowy, świąteczny czas. I która zapewne doskonale sprzeda się po raz kolejny.