Me’Shell NdegéOcello – „The World Has Made Me the Man of My Dreams”

26 stycznia 2008
ok. 1 minuta czytania

Psychodeliczny soul-jazz zmieszany z rockiem i drum’n’bassem. Tak Me’Shell rozpoczyna płytę. Dalej jest niemniej ciekawie. Muzyka na krążku zaskakuje co krok, ponieważ NdegéOcello za nic ma sobie gatunkowe szufladki, stawiając na absolutny eklektyzm. Słychać na płycie echa twórczości Herbie Hancocka, Ampa Fiddlera, Sly & The Family Stone czy Prince’a z lat 90., gdy rozpoczął okres szalonych eksperymentów na skraju fusion. Najbardziej chyba istotne, że rozpiętość stylistyczna „The World Has Made Me the Man of My Dreams” nijak nie zaburza harmonii materiału i spójności. Artystka eksperymentuje, ale jest to w pełni świadoma i przemyślana koncepcja, w której chaos jest co najwyżej pozorną grą emocjami słuchacza.

Me’Shell nie byłaby sobą, gdyby nie zawarła na albumie intrygującej, oryginalnej warstwy słownej, jak zwykle przepełnionej świadomym feminizmem, afrocentryzmem i dumnym poczuciem własnej wartości. Teksty na płycie są piękne, skłaniające do myślenia i poruszające. Taka już bowiem jest NdegéOcello. Można ją kochać, można nie cierpieć, ale nie da się obok jej muzyki przejść obojętnie.