Mew – „No more stories Are told today I’m sorry They washed away No more stories The world is grey I’m tired Let’s wash away”

24 sierpnia 2009
ok. 2 minut czytania

Sesje nagraniowe nowego materiału rozpoczęły się latem 2008 roku. Zespół spędził prawie rok między Nowym Jorkiem a Kopenhagą, nanosząc ostateczne poprawki i przygotowując słynne animacje, które towarzyszyły Mew w czasie występów w roli supportu Nine Inch Nails podczas wybranych koncertów w USA i Europie latem tego roku. Sama płyta to kolejna, potężna dawka art-rockowej eksplozji. Jest bardzo melodyjnie, wręcz baśniowo i zjawiskowo (dzięki czemu ich świat wcale nie jest pozbawiony „stories” i nie jawi się „grey”), a przy tym niekonwencjonalnie, artystycznie, czego głównym świadectwem jest bezkompromisowo połamany rytm. Już drugi utwór na albumie – „Introducing Palace Players”, swoją dziwnością wzbudza zaciekawienie. Po chwili jednak już ciężko się od niego odczepić. Pojawiają się także kawałki pokroju „Silas the Magic Car”, przy których nie trudno jest przypomnieć pewną także skandynawską kapelę, mianowicie Sigur Rós.

Obok tej całej eksperymentatorskiej otoczki, nie braknie także sowitej dawki, zjadliwego – przyjemnego dla każdego ucha pop-rocka. Czyli z jednej strony zaspokajamy gusta wybrednych fanów przywołanych Sigur Rós czy Radiohead, z drugiej zaś nie odwracamy się plecami od lubujących się w bezpośredniości słuchaczy Coldplay czy nawet U2, by w końcu znaleźć również wspólny język z hedonistyczną młodzieżą MGMT, bądź Empire of the Sun. Zresztą porównań do innych formacji jest tutaj całe mnóstwo (choćby króciutki „Start”, to jak malowana uspokojona wersja „No Cars Go” Arcade Fire).

Najnowsze dzieło „Mew” to zestaw naprawdę pięknych skomplikowano-nieskomplikowanych melodii, dzięki czemu ta płyta faktycznie może okazać się „najlepszym skandynawskim towarem eksportowym od czasu IKEI”.