Mikromusic – „Mikromusic w Eterze”

25 maja 2012
ok. 1 minuta czytania

Wydawnictwa słucha się wyśmienicie! Niby większość płyty wypełniają najnowsze, dobrze znane numery z albumu „Sova”, ale niektórzy fani grupy będą z pewnością mocno zdziwieni ich brzmieniem. Mikromusic na potrzebę tego wyjątkowego albumu mocno przearanżowali większość kompozycji. O ile na regularnych, studyjnych wydawnictwach są raczej leniwi, melancholijni, tacy jak w sam raz do kawy w miękkim fotelu, to w klubowych okolicznościach zyskują mnóstwo energii, a ich piosenki nabierają przestrzeni. Natalia Grosiak na scenie porzuca wszelkie wokalne ograniczenia, próbując się w innych niż znane dotąd rejestrach. To jej wokal wysuwa się na „W eterze” na czoło, ale poprzez rozbudowane, ciekawe aranżacje, szanse na zaprezentowanie swoich niemałych umiejętności mają też muzycy zespołu. Szczególnie dobrze okazję te wykorzystał Dawid Korbaczyński (świetny popis w „Moim mieszkaniu”), który dodaje do brzmienia Mikromusic elementy bluesa i bardziej korzennych, czarnych gatunków. Największym atutem płyty jest to, że pokazuje zespół od innej niż dotąd strony. Mamy i elektronikę, wokalne popisy, mamy klimat, mamy też po prostu bardzo ładne, ciekawie rozbudowane melodie. Szczególnie podobają mi się otwierające krążek „Maliny”, sentymentalna „Jesień” oraz niemal monumentalne, blisko 15-minutowe „Kardamon i Pieprz”. Utwory te doskonale ilustrują pomysłowość członków grupy, a także wprowadzają słuchacza w świetny nastrój. I o to chodzi!