Modeselektor – „Monkeytown”

17 października 2011
ok. 2 minut czytania

Że będzie to udany materiał niemieccy producenci zapowiedzieli już polskim słuchaczom na tegorocznym festiwalu Nowa Muzyka w Katowicach, grając tam przy okazji fragmenty kilku nowych numerów. Już na tej imprezie brzmiały nieźle, ale co dopiero na płycie! Z „Monkeytown” bije potężna energia i nie wcale w formie odhumanizowanej, elektronicznej łupanki. Modeselektor prezentuje nam różne oblicza muzyki klubowej. A uwierzcie, wszystkie dobre! Kolorytu muzyce duetu dodają też niektórzy goście – nienarzucający swego stylu, ale idealnie komponujący się z tłustymi podkładami Niemców. Busdriver dał jeden z lepszych występów, panowie z Antipop Consortium z gracją poeksperymentowali, a Otto von Schirach – jak to Otto – przysłowiowo pozamiatał. Jeśli któryś z gości wystąpił poniżej oczekiwań to niestety największy z nich czyli Thom Yorke, który – co by nie mówić – miał być reklamą tego albumu. O ile jednak bez utworów z udziałem takiego Busdrivera nie mogę sobie tej płyty wyobrazić, o tyle nieobecność lidera Radiohead wcale by jej nie zaszkodziła (z dwóch numerów najlepiej wypada przedostatni na krążku „This”, ale to zasługa świetnego klimatu). Połączenie sił Modeselektora i Yorke’a zdecydowanie lepiej wypadło na ostatnim wydawnictwie jego zespołu „TKOL RMX 1234567”, na którym remiks niemieckiego duetu był jednym z najlepszych. Zamiast więc Yorke’a, Modeselektor mógł na „Monkeytown” wrzucić więcej takich kawałków, jak chociażby „German Clap” (który nawet w zimie zachęci kierowców do „zimnego łokcia”) czy optymistyczny „Grillwalker”. Poza gwiazdorem, nikt by na tym nie ucierpiał.