Muchy – \”chcecicospowiedziec\”

24 września 2012
ok. 2 minut czytania

Kiedy album jest słaby, tekst pisze się sam. W końcu wytykać wady jest łatwo i, nie oszukujmy się, najczęściej przyjemnie. Kiedy dzieło jest genialne, też nie jest najtrudniej. Można się ekscytować, używać górnolotnych zwrotów, pokusić się o wyszukane metafory, a nawet użyć, z uzasadnieniem, słów \”kultowy\” czy \”legendarny\”. Co jednak kiedy płyta jest… dobra?

Jednym słowem ciężko \”załatwić\” całą recenzję, nawet jeśli nie musimy się rozpisywać na wiele stron. Ponadto, dziennikarz nie chce, by jego tekst był słabszy niż muzyka, którą opisuje, ale i nie chce też przesadnie wychwalać, żeby nie wyglądało jak pisanie pod dyktando wytwórni. No i nie może wypaść gorzej niż koledzy/koleżanki z branży. I tak myśli, zastanawia się, czy porównywać do poprzednich wydawnictw zespołu czy może unikać takiego banału. Bardziej skupić się na całości, starać się przybliżyć potencjalnemu słuchaczowi klimat czy raczej dokładniej przeanalizować poszczególne numery, by jak najwięcej opowiedzieć o materiale. Zająć się tekstami, które przecież są ważne, a może właśnie dlatego, że autor ma już niezłą reputację, nie udawać mądrzejszego niż twórca. Przytaczać analogie, skojarzenia z innymi twórcami czy jednak unikać łatwizny, jaką jest szufladkowanie, skoro nie są to ewidentne zrzynki, kopie. Mówić o dojrzałości, rozwoju, otwartości i poszukiwaniu nawet jeśli jest to ewidentne? W końcu, kombinować, jak tu w kilkunastu zdaniach zachęcić do zapoznania się z wydawnictwem czy zastosować fortel, oszukać system i jednak \”załatwić\” recenzję jednym, kluczowym, wszystko wyjaśniającym epitetem… dobry. Wybieram to drugie.

Nowy album Much jest dobry.