NewBreed – „NewBreed”

2 sierpnia 2011
ok. 2 minut czytania

NewBreed znam od lat. Pierwsze moje spotkanie z ich muzyką miało miejsce blisko dekadę temu i wtedy kojarzyła mi się głównie z polską wariacją na temat Opeth. Wiele od tamtej pory w ich twórczości się zmieniło. Na lepsze. „NewBreed” pokazuje to wyraźnie. Aczkolwiek kilka szpilek można wbić.

Jaka jest mieszanina składników made by NewBreed? Na pewno ciekawa. Ciężko mi przywołać w pamięci polski album, na którym usłyszałbym wpływy Mastodon, Meshuggah, Voivod, Opeth, Porcupine Tree, Alice In Chains, Tool, a nawet Primus. Zdobniki stanowią delikatnie dawkowane elektroniczne oraz psychodeliczne fragmenty. NewBreed stawiają nie na popisy, lecz klimat, bardzo często potęgowany przez potężne riffy z dysonansowym akcentem. Aura jest dość napięta, jakby w nerwowym oczekiwaniu na coś niekoniecznie dobrego. Jest parę solówek gitarowych (Vogg z Decapitated jest jednym z gości), lecz nie są one narcystycznym popisywaniem się, lecz służą ubarwieniu piosenki. Materiał jest bardzo dopracowany i dobrze brzmi. Bije z niego doświadczenie artystów i świetne czucie różnych wariantów szeroko pojętego grania progresywno-metalowego i alternatywno-metalowego.

Najmocniej zapadają w pamięć te nieoczywiste chwile. Ambientowy, łagodny, ilustracyjny „When I Admire The World”, z lekka psychodeliczny „How It Was To Be” oraz kruchutki, akustyczny „Another Home In You”. Wśród ostrych kawałków też znajdziemy smakowitości, choćby zalatujący Alice In Chains „In A Better World”. Problem z NewBreed jest taki, że za mocno słychać jeszcze inspirujących, a mniej inspirowanych. Chwilami jest trochę zbyt monotonnie. Składniki zmieszano dobrze, lecz by danie miało w sobie coś oryginalnego, trzeba je jeszcze doprawić w sobie tylko właściwy sposób. Ale i tak, jeśli do Polski ponownie zjadą Meshuggah, Opeth, Tool, Mastodon czy Alice In Chains, ciężko sobie wyobrazić lepszy support dla nich niż właśnie NewBreed.