Nosowska – \”UniSexBlues\”

28 maja 2007
ok. 2 minut czytania

Szczerze mówiąc, tak dobrego albumu nie spodziewałam się. Szczególnie, że zwiastujący całość singel \”Era Retuszera\” nie od razu przypadł mi do gustu. Kompozycja jest jednak bardzo chwytliwa i po kilku przesłuchaniach juz uśmiechem reaguję gdy płynie z głośników. Zwłaszcza, że kochamy melodie, które znamy, a ten kawałek chyba każdemu przypomina \”Fit But You Know It\” The Streets (dla mnie dodatkowo skrzyżowane z \”Satin Chic\” Goldfrapp). Owe skojarzenia dowodzą zresztą jedynie, jak urozmaicone jest to dzieło.

Udanych utworów znajdziemy co najmniej kilka. I każdy jest jakby z innej bajki. Jak wyznała sama artystka, nie wzbraniała się przed popem czy R&B. Pojawiają się również jazzowe struktury (\”Grand Prix\”) oraz disco z japońskimi inspiracjami (\”Metempsycho\”). Otrzymujemy ponadto bardziej \”zwyczajne\”, acz wyśmienite kawałki, jak choćby elektroniczny \”Nerwy i wiktoriańscy lekarze\” czy ozdobiony urzekającymi smykami \”Odrobina Dyskomfortu\”. W moim prywatnym rankingu pierwsze miejsce na liście najlepszych zajmuje jednak zachrypnięty numer tytułowy, delikatnie przywodzący na myśl twórczość PJ Harvey.

Nosowska próbuje i eksperymentuje, znakomicie wie jednak, gdzie leży granica między tym, co ciekawe, intrygujące, a tym, co dziwaczne i przekombinowane. Nawet jeśli tu i ówdzie wkradną się trudniejsze fragmenty (\”Simple Prezent\”), chwilę później wybrzmiewają już skoczne dźwięki z wpadającym w ucho \”tu tu\” (\”Poli D.N.O.\”).

Kasia Nosowska to taki polski, ładniejszy odpowiednik Becka (chociaż jego aparycji nie sposób coś zarzucić). Może porównanie nieco upraszczające i ciut na wyrost, ma jednak wokalistka ze Szczecina podobną do Amerykanina łatwość odnajdywania się w rozmaitych stylach i gatunkach. Jeśli poprzednie jej dokonania nie były wystarczające dla poparcia owej nieco śmiałej teorii, powinna sprawić to najbardziej eklektyczna z jej płyt – \”UniSexBlues\”.