Oasis – „Stop The Clocks”

15 stycznia 2007
ok. 2 minut czytania

Trzeba przyznać, że bracia Gallagherowie wraz z kolegami dołożyli wszelkich starań, aby ta składanka nie ukazała ich słabości. Nie popełnili podstawowego grzechu dzieł typu „the best of” i nie ułożyli piosenek w porządku chronologicznym. Nie ograniczyli się także do wyboru singli, lecz sięgnęli również po inne ich zdaniem ważne numery, w tym nagrania z tzw. stron B singli – jak choćby znakomite „Acquiesce”. Co więcej, członkowie Oasis chyba zdają sobie sprawę, iż lata świetności mają już za sobą, gdyż większość wybranych kompozycji pochodzi z pierwszego („Definitely Maybe”) i drugiego [„(What’s The Story) Morning Glory?”] krążka formacji.

Starania doceniamy, niestety o pełnym sukcesie nie ma mowy. Mordka się cieszy, gdy z głośników dobiegają znajome dźwięki utworów „Supersonic”, „Morning Glory” czy wymęczonego przez radia i telewizje, acz sentymentalnie urzekającego „Wonderwall”. Nie sposób jednak powstrzymać się od naciśnięcia przycisku „skip”, gdy tylko wybrzmiewają pierwsze nuty kawałków „Lyla” i „The Importance of Being Idle” z ostatniego jak dotąd studyjnego longplaya „Don’t Believe The Truth”. Ponadto rarytasy, które miały uszlachetnić wydawnictwo, wcześniej ukazały się w zestawie „The Masterplan” z B-side’ami. Jedna płyta w zupełności by teraz wystarczyła, gdyż piosenki pokroju „Slide Away” czy „Half The World Away” wcale nie są czymś wybitnym.

Oddany fan Oais nie znajdzie na „Stop The Clocks” czegoś nadzwyczajnego. Ci natomiast, którzy chcieliby mieć na półce to, co najlepsze od grupy z Manchesteru, powinni – zgodnie ze wskazówkami Gallagherów – nabyć „Definitely Maybe” oraz „(What’s The Story) Morning Glory?”, a w razie niedosytu uzupełnić kolekcję o „The Masterplan”.