Orbital – \”Blue Album\”

23 września 2004
ok. 2 minut czytania

Oświadczenie Paula Hartnolla zasmuciło tysiące fanów kultowego duetu już przed paroma miesiącami. Anglicy nie wyjaśnili powodów swojej decyzji. Chyba w tym samym stopniu chodziło o przemęczenie zakończonym przecież układem z wytwórniami ffrr/London Records, co o brak iskrzenia wewnątrz rodziny. Wszak półtora roku temu Phil przyjechał na występ w Polsce bez brata. Nic nie wspominał o planowanym rozpadzie zespołu, lecz przebąkiwał o potrzebie odpoczynku. Dobrze, że przed przejściem na emeryturę panowie postanowili nagrać ostatnią płytę. A \”Blue Album\” wyszedł im zaskakująco dobrze.

Longplay zaczyna się powoli i enigmatycznie. O autorstwo \”Transient\” można posądzić Philipa Glassa czy Enyę. Kolejny \”kawałek\” to już zupełnie inna para kaloszy. A właściwie majtasów. \”Pants\” jest chaotyczny (od breaków po rave), ale przyjemny. Potem \”Tunne Vision\”, utrzymany w podobnym klimatach. Zaraz jednak znów hamulec. \”Lost\” przywodzi na myśl \”The Box\” ze świetnego krążka \”In Sides\”. Wreszcie apogeum – doskonały \”You Lot\” z głosem brytyjskiego aktora Christophera Ecclestona, który dość jednoznacznie krytykuje człowieka za doświadczenia na nie tylko własnych genach. Następny utwór jest dziwny. \”Bath Time\” powstał chyba na sprzęcie 8-bitowym i tylko dla uciechy. Tak kompozytorów, jak i naszej. Ten \”numer\” zdecydowanie bawi. Kolejny – niekoniecznie. \”Acid Pants\” może się spodobać albo fanom Sparks, którzy w nim się zresztą udzielają, albo The Sisters Of Mercy, gdyż odnajdujemy tu podobny klimat wokalny. Bezkompromisowi orbitalowcy mogą poczuć się zawiedzeni. Również następnym nagraniem. \”Easy Serv\” to bowiem niezobowiązująca zabawa dźwiękiem. Na koniec klasycznie rave\’owy \”One Perfect Sunrise\” z wokalem Lisy Gerrard. Piękne zakończenie pięknej płyty. I, niestety, kariery zarazem.

Choć \”Niebieskiemu albumowi\” można zarzucić brak spójności, podobnie jak i ogólnie dokonaniom duetu Orbital, zaliczającego to upadki, to wzloty, końcowa ocena wypada zdecydowanie na plus. Nie tylko ze względu na sentyment i łezkę w oku, że to już meta… Finisz braci Hartnollów wypadł naprawdę udanie.