Peace – „Happy People”

28 lutego 2015
ok. 1 minuta czytania

Brytyjska formacja postanowiła przypomnieć nam o brit popie. Tym niekoniecznie oczywistym. Czyli nie Oasis czy Blur, lecz raczej Suede, zapomniany Mainstream czy The Charlatans. I prawdę mówiąc kierunek jest odpowiedni i bardzo przyjemny. Gitary skrzą metalicznym brzmieniem, pod spodem wibruje taneczna pulsacja, urzekają chórki i wokalne harmonie, a tamburyna pobrzękują radośnie. Pomysłów na dobre, fajne, świeże piosenki starczyło jednak kwartetowi na dwie, trzy sztuki („Gen Strange”, trochę „Lost on Me”, „Money”). Wyróżnia się jeszcze rozbudowany, kłaniający się psychodelii w stylu Kula Shaker/Primal Scream „World Pleasure”.

To niestety niespełna połowa płyty i nawet wśród tych lepszych numerów brakuje potencjalnego hitu. Z resztą zestawu nie jest już tak miło. Pozostałe numery są męcząco banalne, pozbawione energii, młodzieńczej dekadencji. Beznamiętne, rozwodnione, tendencyjne. Ot, indie miernoty, które nie wyróżniają się niczym spośród tłumu sobie podobnych. Nie pomagają tamburyna, słoneczny klimat ani gitarowy hałasy.

Peace na pewno należy się pochwała za odświeżenie i przypomnienie brytyjskiego brzmienia sprzed 20 lat. Udało im się to całkiem dobrze. Muszą jednak popracować nad kompozycjami, nad zgrabniejszymi melodiami i chociaż jedną, miażdżąco dobrą, porywającą i przebojową piosenką, która wywinduje ich do ekstraklasy. Wtedy będziemy naprawdę happy people. Teraz, nie do końca.