Pezet – „Radio Pezet”

4 września 2012
ok. 2 minut czytania

Wydawnictwo nagrane z producencką pomocą Sidneya Polaka nie przypomina niczego, co dotąd powstało w polskim hip-hopie. Momentami można wręcz odnieść wrażenie, że płyty nie nagrano w warszawskich studiach, tylko gdzieś w zachodnim Londynie, pod czujnym okiem tamtejszych twórców muzyki grime czy też producentów związanych z oficyną Ninja Tune. Warto sprostować słowa Pezeta, który od początku utrzymywał, że zależy mu na longplayu będącym odwzorowaniem jego fascynacji dubstepem. Otóż – nic z tego. No chyba, że komuś dubstep kojarzy się tylko i wyłącznie z wyczynami Skrilleksa, a nie ma na koncie seansów z płytami Buriala czy Kode9. Podkłady na „Radio Pezet” to odważna, niezwykle energetyczna jazda, której bliżej do starego grime’u, która ucieka do garage’u. Oczywiście te tak denerwujące niektórych wobble też tutaj znajdziemy, ale ich natężenie nie przekracza granic wytrzymałości. Pezet naprawdę nieźle porusza się po takich bitach. Flow, rytmika to jego ogromny atut (sprawdźcie „Slang 2” czy „Charlie’ego Sheena”) i chociaż jego głos nie ma tej głębi, która wyróżnia na przykład Rootsa Manuvę, to rodzimego podejścia do grime’u wstydzić się nie musimy. Szczególnie, że raper wciąż umie przykuwać uwagę mocnymi tekstami i nie ma dla niego tematów tabu. „Radio Pezet” gładko prześlizguje się przez seks, pieniądze, związki damsko-męskie, ale również niepokoje wewnętrzne, stany depresyjne. Bo też Pezet wciąż nie doczekał równowagi emocjonalnej i regularnie wpada ze skrajności w skrajność. A to owocuje chociażby tym, że często idzie pod prąd, zapraszając do współpracy artystów, z którymi hip-hopowcy pokazywać się nie powinni. Tutaj mamy Kamila Bednarka, ale akurat kawałek z nim, zamykający longplaya „Shot Yourself”, specjalnie nie porywa. Przede wszystkim dlatego, że do reszty płyty zupełnie nie pasuje.

Chociaż nie wszystkie eksperymenty na krążku się udały (sporo słabych refrenów, kilka kawałków pozbawionych melodii), z mojej strony w kierunku Pezeta wyrazy szacunku. Za odwagę, za próbę zrobienia czegoś nowego, świeżego, zamiast powielania tych samych wzorów. Duże brawa.