Pinnawela – „Soulahili”

27 lutego 2008
ok. 1 minuta czytania

Tej płyty z niecierpliwością wyczekiwali nie tylko oddani słuchacze „siostrzanego” zespołu. Końcowego efektu prac Pauliny ciekawi byli wszyscy miłośnicy nowoczesnych, soulowo-hiphopowych brzmień w Polsce. Kilka miesięcy po nowej propozycji Natalii Kukulskiej, która stawiając na współpracę z filarami Sistars (Bartkiem Królikiem i Markiem Piotrowskim), zafundowała funkowo-popową petardę, płyta „Soulahili” miała być kolejnym udanym, nawiązującym do amerykańskiego R&B i soulu wydawnictwem na polskim rynku.

Cel został osiągnięty. Debiut Pinnaweli to nie tylko dowód niezwykłego wokalnego talentu Przybysz, potwierdzający – mimo młodego wieku – jej muzyczną dojrzałość i artystyczną ambicję, ale także bardzo dobrze wyprodukowany i skomponowany album. Artystka zgrabnie przenosi na polską ziemię modną na Zachodzie estetykę nagrań Jill Scott czy Mary J. Blige. Porównania do zagranicznych gwiazd są w przypadku „Soulahili” nieuniknione. Paulina przecież tak naprawdę wciąż się czegoś od tych wielkich wokalistek uczy. Ale nie idzie na łatwiznę – jest pojętną uczennicą i próbuje śpiewać we własnym, muzycznym języku. Odważnie, z pomysłem i na tyle przekonująco, że po przesłuchaniu całego materiału trudno wyzbyć się wrażenia, że to, za co kochaliśmy śpiewające siostry, to chyba tylko namiastka ich prawdziwych możliwości. Pauliny Przybysz na pewno.