Prozac nie działa na Richard Ashcrofta

19 stycznia 2006
ok. 1 minuta czytania

Najlepszym lekarstwem na przygnębienie jest dla artysty muzyka. – Z pewnością mam skłonności depresyjne. Gdyby nie moja twórczość potrzebowałbym innych form terapii. Poza tym dla mnie samo życie jest niesutanny procesem uzdrawiania siebie – tłumaczy były lider The Verve. – Niektórzy potrzebują proszków. Ja próbowałem zażywać leki, ale nie działały. W końcu doszedłem do wniosku, że mój umysł nie chce być wyleczony. I tak przecież wszyscy na swój sposób jesteśmy chorzy.

23 stycznia ukaże się trzeci longplay wokalisty, „Keys To The World”.