Puscifer – „Conditions Of My Parole”

17 kwietnia 2012
ok. 1 minuta czytania

Debiut Puscifera drastycznie różnił się od tego, co wokalista robił do tej pory. Druga propozycja formacji nie jest już tak obcym tworem. „Conditions Of My Parole” to co prawda ani Tool, ani APC, ale Amerykanin wrócił w pewnym stopniu, na znajome rockowe terytorium. W odróżnieniu od „V is for Vagina” na nowym krążku mamy melodie, hałasujące gitary i czasem quasipiosenkową formułę. Co nie znaczy, że czeka nas zwykłe rockowe dzieło.

Z poprzednikiem nowy krążek łączą na pewno żeńskie wokale i nieprzewidywalność. Skromne folkowo-countrowe wątki, przeradzają się w niepokojące, brudne przestery („Green Valley”), a subtelne drgania nagle ustępują miejsca prawdziwej dźwiękowej burzy, z grzmiącymi riffami i krzyczącym Maynardem (genialne „Telling Ghosts”). Mamy gęste brzmienia („Toma”), ale i delikatne akustyczne aranże („Tumbleweed”). Całość bogato dopełnia elektronika w najróżniejszej postaci. Od dominującej, wyrazistej („Tiny Monsters”), przez poszatkowane na modłę Radiohead rytmy („Monsons”) czy nerwowy, pulsujący motyw („Man Overboard”), po cykające tło („Oceans”). Nad wszystkim króluje oczywiście niezwykła i niezawodna ekspresja Keenana.

„Conditions Of My Parole” to rzecz niemożliwa do sklasyfikowania, dziwna, frapująca, ale w dobrym tych słów znaczeniu. Intrygująca i wciągająca, oraz – co zaskakujące – na swój sposób bardzo przystępna.