Rage – „21”

11 marca 2012
ok. 2 minut czytania

Obyło się bez długich suit, rozbudowanych wstawek orkiestrowych. „21” to dzieło bardziej kolektywne niż „Strings To A Web”, co podkreślają sami muzycy. Duch współpracy jest na krążku wyczuwalny. Każdy jakby był lepiej i mocniej wyeksponowany. Choć Victor Smolski jak zwykle szaleje na gitarze (czasami robi to cudownie, np. w „Forever Dead”), sekcja rytmiczna idzie z nim łeb w łeb. Jakby patrzyli na siebie i od razu reagowali.

Tytułowy „21”, o hazardzie traktujący, to jeden ze słabszych momentów krążka, co i tak oznacza, że to rasowy numer na niezłym poziomie. Tematyka utworów jest mroczna – między innymi znęcanie się psychiczne, seryjni mordercy, samobójstwo – i chyba to był powód, dla którego w melodyjnym thrashu Rage jest tym razem wyjątkowo duża dawka właśnie thrashu, brutalności, agresji, szybkości. Takich typowo rage’owych hitów do skandowania na koncertach za wiele nie ma. Owszem, zapachnie Iron Maiden, a jak Victor wymiata na gitarze, to i Dream Theater w głowie się pojawi. Lecz co najmniej parę razy słychać wpływy amerykańskiego mocnego thrash metalu („Destiny”, „Serial Killer” z kapitalnym solo Smolskiego!). Zaostrzenie muzyki nie powinno odbić się Rage czkawką i zrazić fanów do grupy. Nieźle to łojenie do nich pasuje. Bywa, że słyszymy oczywiste powielanie od lat znanego szablonu, lecz odbioru to zanadto nie uprzykrza. W końcu lubimy to, co znamy, tak?

„21” nie jest woltą o 180 stopni. W ogóle żadną woltą nie jest. Co najwyżej przypomnieniem, że muzycy Rage umieją też bardzo mocno przyłożyć. Lecz wciąż nie obce im jest czarowanie ładną melodią gitary albo fajnym chórkiem w refrenie. W tej grze zawsze są zwycięzcami. Chyba od czasu „XIII” i „Ghosts” nie miałem takiej frajdy słuchając płyty Rage.