Raury – „All We Need”

26 października 2015
ok. 2 minut czytania

Można Raury’emu wiele wybaczyć, bo jest młody, a „All We Need” to jego oficjalny debiut. Wręcz należy, bo jego pierwsza płyta momentami jest bardziej niż obiecująca. Szkoda tylko, że 19-latek z Georgii chce za dużo pokazać na raz. Jednocześnie chce być Kanye Westem, Kendrickiem Lamarem, Lupe Fiasco i Big K.R.I.T.-em (którego zresztą zaprosił do współpracy), a nawet Steviem Wonderem, Empire of the Sun i Bóg wie, kim jeszcze.

Raury potrafi być ujmujący i fascynujący. Świeży, głęboki, treściwy. Imponuje wyobraźnią i zachwyca lekkością. Kiedy bazuje na akustycznych dźwiękach, gdy z taką łatwością łączy folk i R&B, jest niemal genialny. Gdy jego hip-hop jest elementem błyskotliwej organicznej muzycznej układanki, aż chciałoby się nazwać go nową nadzieją gatunku („Revolution”, „Devil’s Whisper”). Plemienne, czasem drapieżne, chwilami mroczne kawałki są fantastyczne – hipnotyzujące, intrygujące, nietuzinkowe.

Niestety Amerykanina czasem ciągnie w stronę bardziej banalnych rozwiązań. Bawi się więc Auto-tune’em czy innym ustrojstwem, korzysta z jakichś tandetnych syntetycznych dźwięków. Gdzieś ucieka pewna surowość, elektryzująca dzikość, a pojawiają się znane czy nawet oklepane pomysły (koszmarnie nijakie „Woodcrest Manor II”, schematyczne w dużej mierze „Trap Tears”, festiwalowo-reklamowe acz chwytliwe „Crystal Express”).

Nie można powiedzieć, by na „All We Need” były złe utwory. Czekają nas jednak nagrania wyróżniające się, mocne, z charakterem, naznaczone kształtującym się stylem Raury’ego, ale i całkiem przeciętne, które wpadają jednym uchem, wylatują drugim i nie pozostawiają w naszej głowie żadnego śladu. Chłopakowi należy się jednak kredyt zaufania. Trzeba mieć nadzieję, że na kolejnym krążku będzie bardziej pewny siebie i zawęzi zakres swych artystycznych poszukiwań.