R.E.M. – „Accelerate”

31 marca 2008
ok. 1 minuta czytania

Wypełniona krótkimi utworami płyta to pigułka dynamizmu. Zwiastujący album pierwszy singel, „Supernatural Superseriuos”, to najbardziej popowy utwór na całym krążku. Reszta kompozycji zadziwia ciężarem gitar Petera Bucka, szczególnie tych słuchaczy, którzy po płycie „Around the Sun” nie spodziewali się, iż formacja Michaela Stipe’a będzie w stanie wykrzesać z siebie jeszcze taki ogień. 35-minutowy album przywołuje nagrania z początku historii zespołu. Proste, energiczne i surowe granie – melodyjny rock, w którym wokal Stipe’a wydaje się być obok gitar i perkusji po prostu trzecim instrumentem. „Accelerate” ucieka od przepracowanych, wymuskanych kompozycji, które zwracają uwagę przede wszystkim bogatą muzyczną ornamentacją.

Muzycy R.E.M. pokazali jednocześnie, iż znów mogą brzmieć jak zwarty zespół. Młodzianami już nie są, a po odejściu Billa Berry’ego w 1997 roku ze spójnością na kolejnych wydawnictwach nieco się mijali. „Accelerate” to dowód, że jeszcze za wcześniej, aby postawić krzyżyk na rockmanach.

Tym skromnym albumem muzycy dali wyraz wielkiej klasy i dojrzałości, ale przy okazji także arogancji właściwej młodzianom. To album, który podpada pod kategorię „OK, pieprzyć to, nagrajmy go”. „Accelerate” to po prostu comeback spółki Stipe’a na jaki jego wielbiciele od dawna czekali.