Samael – „Lux Mundi”

11 maja 2011
ok. 2 minut czytania

Konsternacja wywołana wściekle blackmetalowym albumem „Above” minęła. Ale Szwajcarzy bynajmniej nie potraktowali wydawnictwa jako jednorazowego żartu albo próby sentymentalnego spojrzenia z przymrużeniem oka na dawne, undergroundowe dokonania, które dziś mają status kultowych. Bardzo szybkie tempa i agresywne gitary pożyczyli na „Lux Mundi”, choć oczywiście w mniejszym procencie i z dodatkiem kontrolowanej surowizny.

Przeszłość całkowicie Samael z głów nie wywietrzała. W przedpremierowych zapowiedziach Vorph i Xy napomykali, że „Lux Mundi” będzie materiałem mocnym, surowo i agresywnie brzmiącym, lokującym się pomiędzy „Passage” a „Solar Soul”, z większym przybliżeniem ku przełomowemu dziełu z lat 90. XX wieku. I rzeczywiście – jest ostro, mocno, chwilami brutalnie i w ultraszybkim tempie („The Truth”). Xy zadbał o odpowiednie nasycenie syntezatorowymi orkiestracjami, podniosłymi, a także takimi do miarowego kołysania się na metalowej biesiadzie („Antigod”). Waldemar Sorychta tradycyjnie siedział obok niego w studiu i czuwał, by brzmienie jak najlepiej dopasować. Parę numerów to kandydaci na koncertowe hymny, których Samael ma kilka w dorobku. I niech nikogo nie zmyli to „światło” w tytule. Na płycie królują mroczne, lekko mistyczne i transowe klimaty.

Szwajcarska grupa płytą „Above” wyprowadziła wielu w pole. Niejeden pewnie myślał, że skończyły jej się pomysły, więc bierze się za wygłupy. Nie podejrzewam Samael o premedytację, lecz nie zdziwiłbym się, gdyby zależało im na chwilowym odzwyczajeniu odbiorców od dobrze znanej oferty. Aby ją odświeżyć i podać w dobrej dźwiękowo oraz brzmieniowo oprawie na kolejnym materiale. Udało się naprawdę nieźle.