Satellite Party – \”Ultra Payloaded\”

4 czerwca 2007
ok. 2 minut czytania

Osobom mniej wtajemniczonych należy się informacja, że człowiek ten przewodził zacnym oraz zasłużonym kapelom Jane\’s Addiction i Porno For Pyros. Maczał swoje utalentowane palce również w kilku innych artystycznych przedsięwzięciach. Nie miejsce tu jednak na rozpisywanie się o wcześniejszych dokonaniach Amerykanina, zwłaszcza gdy nagrał taki longplay, jak \”Ultra Payloaded\”.

Do współpracy nasz bohater zaprosił zdolnych kolegów i koleżanki. Z kronikarskiego obowiązku wymienię zaledwie kilkoro z nich – z regularnego składu formacji Nuno Bettencourt (Extreme), a spośród gości: Peter Hook (New Order), Flea i John Frusciante (Red Hot Chili Peppers), Fergie (The Black Eyed Peas) oraz… Jim Morrison (The Doors). Ich udział jest dość skromny, nie narzucający się; tak, że ich popisy zaledwie nadają kolorytu jednemu z najfajniejszych albumów ostatnich miesięcy.

Farrell pod szyldem Satellite Party przygotował bowiem zestaw znakomitych piosenek. Niektóre z nich są bardzo energetyzujące, z rockowym pazurem i hałasującymi gitarami (ponad połowa zawartości krążka), inne bardziej subtelne, niewinnie romansujące z elektroniką (\”The Solutions\”, numer znany wcześniej jako \”Revolution Solution\” z repertuaru duetu Thievery Corporation). Znalazło się również miejsce na dość klasyczną balladę ze smykami i tym podobnymi sztuczkami (\”Awesome\”). Pojawia się ponadto odrobina groove\’u, nieco funku, a nawet motywy orientalne. Jest zmiennie, różnorodnie i ciekawie. Żadne to rewolucyjne nagrania, ani wysublimowana alternatywa. Raczej w zasadzie dość proste kawałki, które urzekają chwytliwymi melodiami i niebanalną realizacją.

I to jest w tym wszystkim najpiękniejsze. Farrell nie sili się na super ambitne kompozycje, nie stara się nikomu udowodnić, że jest ponadprzeciętnym artystą (chociaż jest). Stworzył utwory, których po prostu świetnie się słucha, ale przy okazji wyróżniają się one od wszystkiego, co trafia na muzyczny rynek.

Recenzję \”Ultra Payloaded\” zaczynałam chyba z kilkanaście razy. Za każdym podejściem wychodził mi tekst pełen frazesów sprowadzających się do tego, że Perry Farrell to gość absolutnie wyjątkowy. A przecież o tym wiedzą już chyba prawie wszyscy. Reszta niech żałuje.