Satyricon – „The Age Of Nero”

12 listopada 2008
ok. 2 minut czytania

„Nie podążaj tam, dokąd prowadzi ścieżka. Idź tam, gdzie jej nie ma i wytycz własny szlak” – głosi motto w książeczce wydawnictwa. Tą maksymą ambitny artysta powinien się kierować, ale w przypadku albumu Norwegów nie można powiedzieć, że wyznacza nowy kierunek. Satyr to doświadczony twórca i zdaje sobie sprawę z tego, że nagłe zboczenie z obranej drogi mogłoby być dla niego jeśli nie artystycznym samobójstwem, to potyczką, z której mógłby wyjść mocno poraniony. Dlatego „The Age Of Nero” jest kolejnym, pewnie postawionym, drobnym krokiem naprzód na ścieżce obranej na kapitalnym „Now, Diabolical”. Skoro poprzedni album był świetny, nowy jest w najgorszym przypadku bardzo dobry.

„The Age Of Nero” ma głębsze, bardziej soczyste i dynamiczne brzmienie. Smaczki w postaci chóru („Die By My Hand”) czy instrumentów dętych (świetny, monumentalny „Den Siste”) są umiejętnie dawkowane. Nie ma przerostu formy nad treścią, a dodatki pełnią służebną rolę w budowaniu agresywnego, posępnego, czasem przytłaczającego swym ciężarem klimatu. Trudno nie docenić tego twórczego umiaru. Satyr odpowiada za muzykę i produkcję, ale nie można pominąć mistrza drugiego planu, Snorre Rucha z Thorns, nie po raz pierwszy współpracującego z Satyricon. Te dodające lekko chorego klimatu „rozmycia” gitary i momentami pokręcone riffy to jego zasługa („The Sign Of The Trident”, „Last Man Standing”). Snorre jest współautorem paru kawałków, w tym singlowego „My Skin Is Cold”. Z Satyrem tworzą tandem, który w blackmetalowej formule ma sporo ciekawego do zaproponowania.

Lider Satyricon posiadł umiejętność komponowania blackmetalowych przebojów. Tak, nic mi się nie pomyliło. Wystarczy posłuchać choćby chwytliwych riffów w znakomitych „The Wolfpack” czy „Black Crow On The Tombstone”, żeby się o tym przekonać. Te kawałki można stawiać w jednym rzędzie z „Fuel For Hatred”, „Now, Diabolical”, „K.I.N.G.”. Choć rzecz jasna do statusu klasycznego już „Mother North” jeszcze trochę im brakuje.