Schoolboy Q – „Oxymoron”

5 marca 2014
ok. 2 minut czytania

Raper związany z kolektywem Black Hippy (m.in. Kendrick Lamar, Jay Rock i Ab-Soul) szykował „Oxymoron” blisko dwa lata. Na koncie ma już co prawda dwa albumy, bardzo udane zresztą, ale de facto to ten longplay jest jego prawdziwym debiutem, przeznaczonym do szerokiej dystrybucji. Liczne grono fachowców przeczuwało, że Schoolboy pójdzie śladami Lamara i powtórzy jego sukces, zarówno artystyczny, jak i komercyjny. Mieli rację?

O ile w kwestii sprzedaży, możemy na razie tylko domniemywać, to poziom wydawnictwa nie pozostawia wiele do życzenia. To płyta bardzo wciągająca, interesująca tak na płaszczyźnie tekstowej, jak i czysto muzycznej. W temacie produkcji najlepiej spisali się Pharrell Williams („Los Awesome” będzie wielkim hitem amerykańskich osiedli, to pewne), The Alchemist (bardzo mocne, agresywne „Break the Bank”), Tyler, the Creator („The Purge”, do którego jeszcze wrócę) oraz odpowiedzialni aż za trzy bity Nez & Rio. Muzyka to czysto hiphopowa, nowoczesna jazda, bez ukłonów w stronę R&B, czy też klubowych klimatów. Nawet co bardziej przebojowe utwory oparte są przede wszystkim o mocną perkusję i ciekawe partie klawiszy, a nie tylko chwytliwe sample i miłe chórki, czy refreny. Schoolboy stawia na bardziej uliczną, hardkorową stylistykę niż Kendrick Lamar, ale wynika to w dużej mierze z jego tekstów, które z pewnością nie należą do lekkich, łatwych i przyjemnych. Chociaż opisują one życie w Los Angeles z różnych perspektyw – od gangsterki, przez imprezy, do zabaw z pięknymi kobietami – jest dużo mroku, zagłębiania się raczej w ciemną stronę miasta. Z tej perspektywy gospodarz jawi się jako inteligentny, błyskotliwy zawadiaka, który nie waha się przed niczym w obronie swoich kumpli czy córki, ale wie też, jak sprawić, żeby kobiety dobrze się czuły w jego towarzystwie. Przebija w tym wszystkim jego pewność siebie i siła, nie jest to w żadnym wypadku raper wagi lekkiej. Nic więc dziwnego, że album na długo zapada w pamięć i spodoba się zarówno fanom Black Hippy, jak i chociażby Odd Future. Stąd też nawiążę jeszcze do „The Purge” z Tylerem jako producentem i gościem. Z jednej strony to doskonała wizytówka nowego rapu z Los Angeles, a z drugiej, za sprawą gościnnego udziału Kurupta, ukłon w stronę starej szkoły. Nie zdziwię się więc wcale, jeśli Schoolboy trafi też do sympatyków hip-hopu spod znaku N.W.A., czy też wytwórni Death Row. On po prostu ma ten dar, który wyróżnia go na tle tysięcy innych raperów. Na razie udźwignął ogromne oczekiwania związane z tym mainstreamowym debiutem, a nic nie wskazuje na to, żeby miał spocząć na laurach.