Seal – „Commitment”

15 kwietnia 2011
ok. 1 minuta czytania

Po elektronicznej zabawie („System”) i przygodzie z czarnymi brzmieniami („Soul”), Seal wraca do swego klasycznego wcielenia. Celuje w spokojne nagrania, w których głównym bohaterem jest jego niezmiennie elektryzujący głos. Dużo tu subtelnych fortepianowych dźwięków i zwiewnych, szybujących smyków gdzieniegdzie udekorowanych syntetycznymi dodatkami. Artysta stawia na przepełnione emocjami ballady, między które czasem przemyci jakieś bardziej energiczne („Weight of My Mistakes”) czy rozbujane rytmy („Best of Me”, „The Way I Lie”).

„Commitment” to tak naprawdę wszystko to, za co lubimy pana z ochrypłym głosem. Są piękne melodie, romantyczna oprawa i szykowny pop. Jest ładnie, przyjemnie, czasem nawet dostojnie („Secret”). Piosenki snują się elegancko, tworząc klimat do spotkania we dwoje, ale…. No właśnie. Jest jedno zasadnicze „ale”. To tak naprawdę utwory, które słyszeliśmy już setki razy. Seal nie pokazuje niczego nowego, niczego wyjątkowego, nie odkrywa żadnego sekretu. Z sobie właściwą gracją nosi znany od kilku sezonów doskonale skrojony strój.

Najnowsza płyta Seala to kawał solidnej, popowej roboty. Rzecz ślicznie zaśpiewana i gładko brzmiąca. Problem w tym, że akurat od tego wokalisty nie oczekuję rzemieślniczego perfekcjonizmu, lecz magii. Tej tu jednak nie ma.