Serj Tankian – „Jazz-Iz-Christ”

29 lipca 2013
ok. 2 minut czytania

Podobnie jak w przypadku wydanego w zeszłym miesiącu zestawu „Orca”, „Jazz-Iz-Christ” to kolejny nietypowy projekt Tankiana. Nietypowy w sensie – przynoszący muzykę inną niż tą, z którą na co dzień ten pan jest kojarzony.

O ile „Orca” była klasyczną symfonią, nowe dokonanie Serja, to wyprawa w szeroko rozumiany świat jazzu. Można nawet powiedzieć, że jazz został potraktowany tu przede wszystkim jako swoisty punkt wyjścia, bo na płycie mieszają się elementy wielu gatunków. Znajdziemy tutaj naleciałości rockowe (w najbardziej tradycyjnym w zestawie „Miso Soup”), jakieś wstawki elektroniczne (m.in. w „Yerevan to Paris”) czy orientalne („Balcony Chats”), tu i ówdzie pojawi się sitar („Honeycharmed”), bądź jakiś inny egzotyczny instrument.

Eklektycznie jest też pod względem nastrojów. Z jednej strony mamy utwory snujące się powoli („Scotch in China”) czy wręcz melancholijne, jak np. „Distant Thing” (to jeden z tych numerów, który leci gdzieś w tle po tym, gdy żona wyrzuciła cię z domu i zapijasz smutki butelką whisky w jakimś zadymionym barze). Z drugiej – bardziej szalone, czasem o niemal improwizowanym charakterze („Waitomo Caves”, „Jinn”). Te żywsze, wypadają chyba bardziej przekonująco.

„Jazz-Iz-Christ” to też kompozycje głównie instrumentalne. Śpiew Serja pojawia się jedynie w czterech numerach (wspomniane „Miso Soup”, „Distant Thing” oraz „Song of Sand” i „Garuna”), w jednym natomiast usłyszeć można wokal kobiecy („End of Time”).

Wszystko fajnie, ale jakoś ciężko w tym znaleźć scalającą myśl. Bo słucha się tego – w całości, od początku do końca – raczej ciężko. Rzecz głównie dla tych, którzy muszą mieć na półce wszystkie płyty w dyskografii Serja.