Snow Patrol – „Fallen Empires”

30 listopada 2011
ok. 2 minut czytania

Obok Kasabian, Kaiser Chiefs, Franz Ferdinand i Artctic Monkeys to właśnie Snow Patrol jest tym zespołem z Wysp, który najmocniej przykuł moją uwagę w minionej dekadzie i nic nie wskazuje na to, by moje skupienie na nich minęło. Kapela Gary’ego posiada zmysł żonglerki międzygatunkowej, który u artystów uwielbiam, jednocześnie nie zapominając podkreślić tego, że punktem wyjścia jest dla niej solidny, melodyjny gitarowy rock.

Na szóstym krążku znaki rozpoznawcze są doskonale widoczne. Snow Patrol swobodnie flirtuje sobie z tanecznym, skocznym popem, czasem dodając do niego pewnej podniosłości, jak również rockowego pazura. Takie „The Symphony” i singlowy „Call Out In The Dark” to w prostej linii dziecko synthpopowców z lat 80. pokroju OMD. Po nagrzaniu tanecznymi rytmami zespół umie elegancko atmosferę uspokoić, jak choćby w „The Garden Rules” oraz „Those Distant Bells”, w którym pobrzmiewa delikatna, folkowa nutka i uroczy kobiecy głos. Generalnie, podszyty melanżem romantyzmu i melancholii głos Lightbody’ego głównie prowadzi na rockowe poletko, na którym pasą się dość wrażliwe i delikatne okazy, które jednak umieją zademonstrować swoją drapieżną naturę (np. „In The End”).

Na „A Hundred Million Suns” dało się wyczuć zmęczenie materiału. Nie było zęba, takiej świeżości, zarażającej i czarującej słuchacza energii. Wróciło to do Snow Patrol na szóstym krążku. Płyta na pewno klasowa i przyjemna, zarówno do słuchania w skupieniu, jak i żywiołowej zabawy. Śnieżne imperium jest dalekie od upadku.