Sofa Surfers – \”Sofa Surfers\”

28 grudnia 2005
ok. 1 minuta czytania

Płyta \”Sofa Surfers\” to zupełnie nowy wymiar twórczości austriackiego kwartetu. Elektroniczne, hipnotyczno-transowe wycieczki i hiphopowe zacięcie poszły w odstawkę. Panowie postawili na bardziej rockowe, organiczne granie. Proste i dość bezpośrednie, przede wszystkim jednak mroczne i niezwykle smutne. Skarbem jest soulowy, szorstki, acz szalenie ciepły głos Mani Obeya, miękko oplatający surowe sekwencje rytmiczne zarysowane wyrazistym basem. Pojawiają się również cudne gitary – raz metaliczne (\”Softly\”, \”Believer\”), raz sfuzzowane (\”One Direction\”).

Ciekawostką o jak najbardziej pozytywnym wydźwięku są melodie. Okazuje się bowiem, że członkowie Sofa Surfers nie tylko sprytnie żonglują produkcyjnymi i brzmieniowymi trikami, co wyraźnie było słychać na ich poprzednich krążkach, lecz również posiadają niemały talent kompozytorski. Niewątpliwie artyści mają smykałkę do pisania zgrabnych, choć zdecydowanie niewesołych piosenek.

Nowy longplay wiedeńczyków urzeka i wciąga klimatem. Lekko klaustrofobicznym, mrocznym i przejmującym, gdzie przygnębienie i rezygnacja mieszają się ze złością, gniewem i pięknem.