Sokół i Marysia Starosta – „Czysta brudna prawda”

30 listopada 2011
ok. 1 minuta czytania

„Czysta brudna prawda” od początku do końca pobudza do myślenia. Sokół przypomniał wszystkim o tym, że jest kapitalnym obserwatorem i potrafi świetnie opisywać codzienność. Codzienność, która z jego perspektywy nie wygląda zbyt różowo. Chociaż w sumie róż to niewłaściwe słowo, bo akurat tego koloru nie brakuje. Szkoda tylko, że przekładając go na życie dostajemy w zamian tandetę, plastikowe kobiety goniące za panami z pełnym portfelem, zabijające prawdziwe emocje i uczucia. Faceci też nie są lepsi. Interesuje ich głównie szybki seks, alkohol, narkotyki i budowanie pozycji społecznej nierzadko kosztem innych ludzi. Nie szanujemy świata, nie szanujemy ziemi, nie szanujemy siebie nawzajem.

I oczywiście, że o tych kwestiach słyszeliśmy na wielu płytach, czytamy o nich codziennie. Sokół ma jednak niesamowity dar plastyczności i narracji, za sprawą których słucha się go z uwagą, napięciem. Dobrze w konwencji albumu odnalazła się też Starosta, nie będąca jedynie uzupełnieniem refrenów i od czasu do czasu chórków. Marysia jest pełnoprawną bohaterką i ani przez chwilę nie daje poznać, że to dla niej fonograficzny debiut.

Sukces wydawnictwa wynika też z doskonałej oprawy muzycznej. Mamy do czynienia z hip-hopem, ale przesyconym odniesieniami do elektroniki, reggae, klasycznego rhythm and bluesa. Mocne bity i świetne skrecze sprawiają, że nawet wersja instrumentalna byłaby sporym rarytasem.