Spiritualized – „Sweet Heart Sweet Light”

18 kwietnia 2012
ok. 1 minuta czytania

Dzieło powstawało w niezbyt miłych okolicznościach. Lider projektu, Jason Pierce, przez długi czas ciężko chorował, a później wiele miesięcy wracał do zdrowia. Przykre doświadczenie miało oczywiście wpływ na muzykę, którą stworzył. Bo jak zapowiadał, chciał nagrać album o zwycięstwie muzyki nad ludzkim cierpieniem, a przy okazji wypełniony jak najbardziej popowymi piosenkami. I w zasadzie mu się udało.

Siódma płyta Spiritualized to tak naprawdę kwintesencja stylu i brzmienia formacji. Przybrudzony rock and roll skąpany w kwaśno-psychodelicznym sosie. Obok kontemplacyjnych kompozycji, mamy ostre, rasowe rockowe granie. Momentami dominują gęste, rzężące, a czasem metaliczne gitary, kiedy indziej błyszczą natomiast słodkie, wzniosłe smyki („Too Late”). Są też chóry gospel, przywoływanie Boga i Jezusa, podniosłe dęciaki („Mary”). Mimo wszystko, utwory wydają się lżejsze, bardziej pogodne. Gdyby przyrównać album do obrazu, można powiedzieć, że Pierce użył swych ulubionych kolorów, z tym, że wybrał ich jaśniejsze, cieplejsze odcienie. Słychać nadzieję, pozytywne przesłanie, optymizm.

Upraszczając, „Sweet Heart Sweet Light” to po prostu kolejna płyta Spiritualized. Tylko odrobinę inna.