Stereo MCs – „Emperor’s Nightingale”

7 września 2011
ok. 1 minuta czytania

Przyznam, że mam pewien problem z „Emperor’s Nightingale”. Nie jest to tak do końca typowe Stereo MCs. Więcej tu eksperymentów, kombinowania, ostrzejszego, wręcz rockowego brzmienia. Nadal jednak mamy do czynienia z gigantycznym muzycznym kolażem. Wielobarwną wyklejanką dźwięków, gatunków.

Problem, przynajmniej mój, polega na tym, że, nawet jak na tę grupę, tym razem bardzo tego wszystkiego dużo. Najnowsze dzieło twórców „Connected” jest niesłychanie eklektyczne lub jak kto woli nierówne. Na dzień dobry mamy nijakie, walczykowe „Wooden Heart” i ładną, raczej spokojną piosenkę „Boy” z udziałem Jamiego Culluma, łkającą gitarą i ponurymi dęciakami na tle rozbrykanych bitów. Dalej czeka nas kapitalne „Phase Me”, które brzmi jak Prince’a ze szczyptą Kanye Westa, potem rozpędzające się, sięgające lat 90. „Far Out Feeling”. Nick Hallam i Rob Birch proponują jeszcze „Manner” na daftpunkowym podkładzie, najbardziej hiphopowe w zestawie „Bring It On (Path To The Mind And The Soul And The Spirit)”, niepokojące, rockowe, ciut kasabianowe „Levitation” oraz współczesne, czerpiące z afrobeatu, ale i transowe, hałaśliwe, a zarazem łagodnie szybujące „Desert Song” z kołysankowym finałem.

Rozkładając „Emperor’s Nightingale” na czynniki pierwsze, nie ma się czego czepiać. Pojedyncze utwory wypadają znakomicie. Razem to jednak potężny miks, zbyt potężny miks, który może przyprawić o zawrót głowy.