Swans – „My Father Will Guide Me Up A Rope To The Sky”

22 września 2010
ok. 1 minuta czytania

„My Father Will…” to powrót udany. Jest nowoczesny, lecz ma też cechy charakterystyczne dawnego Swans. Jest w nim mrok i iskra, która żarzy się przez cały czas, chwilami płonąc dużym płomykiem. Zwiększa się przy kilku wspaniałych numerach, choćby epickim, industrialnie i hipnotycznie dudniącym „No Words/No Thoughts”, dość agresywnym „My Birth”. Płyta potrafi też być jednocześnie wyciszająca i niepokojąca, jak w „You Fucking People Make Me Sick” (fortepianowo-perkusyjno-dęta partia w drugiej części) z gościnnym udziałem Devendry Banharta, który nagrywa dla Young God, wytwórni Giry. Krążek jest równy i odpowiednio wyważony czasowo (nieco ponad 44 min) i to jest jego wielka zaleta. Chwilami zaskakuje, jak choćby taką ogniskową, akustyczną „Little Mouth” z męskim chórem i gwizdaniem.

Gdyby odnieść nowy album do któregoś okresu działalności Swans, byłyby to czasy między „Children Of God” a „White Light From The Mouth Of Infinity”. Wtedy grupa kontrolowała szaleństwo aranżacyjne, ale nie zapominała o dudniących hałasach, transowych elementach. Zapuszczała się też nierzadko w krainę poetyckiej, choć mrocznej, łagodności. I teraz też tak robi. Fani mają uzasadnione powody do zadowolenia. Dzwony na początku krążka nie biją na alarm. Obwieszczają dobrą nowinę.