Ten Typ Mes – „Kandydaci na szaleńców”

25 października 2011
ok. 1 minuta czytania

Już pierwsze nagranie z płyty, niezwykle osobiste, wręcz ekstrawertyczne „Otwarcie” dosłownie miażdży. Mes przyznaje się do tego, że polecił kiedyś partnerce aborcję, wspomina okres mieszkania z jednym z współlokatorów jako czas regularnego zapychania nosa kokainą. To wszystko na kapitalnym bicie Bobera. Potem mamy trochę spokojniejszy „Zalew”, w którym raper opisuje swoje spostrzeżenie na temat przemian ustrojowych i krytykuje konsumpcjonizm. W „Szukam..” Mes zapowiada, że pora na poszerzenie horyzontów słuchaczy i rapuje na bicie drum and bassowym! W polskim hip-hopie to coś nowego, wcześniej praktycznie niespotykanego.

Niespodzianki są i dalej, bo w kapitalnej opowieści „Mierzymy się wzrokiem” mamy coś na podobiznę miejskiego folku w stylu Pablopavo, „L.O.V.E.” oraz „Mój świat” przynoszą oddech soulu i śpiewane fragmenty, w „Zegar tyka” artysta łączy siły z punkową formacją Lunatics. Znajdziemy ponadto podkład dubstepowy, niesamowicie emocjonalne „Zamknięcie”, kapitalnie zarapowane „Naucz mnie czegoś”.

Można tak wymieniać i wymieniać, bo każde z nagrań czymś się wyróżnia, jest oddzielną, interesującą historią. Ten Typ Mes nie zmarnował ani sekundy, nie wrzucił na płytę choćby jednego nagrania, które należałoby ocenić nisko. Dlatego jestem przekonany, że mamy do czynienia z albumem, który na stałe wpisze się do kanonu polskiego hip-hopu.