The Charlatans – „You Cross My Path”

15 września 2008
ok. 2 minut czytania

Materiał z „You Cross My Path” można było bezpłatnie ściągnąć ze strony rozgłośni XFM. Gdyby więc rozpatrywać dzieło w merkantylnych kategoriach, należałoby odnotować same plusy. W końcu za darmo dostaliśmy garść całkiem udanych piosnek i kilka nieco mniej powalających kompozycji. Bilans, jakby na to nie patrzeć, wychodzi dodatni. Nie chodzi przecież jednak o przekładanie muzyki na kwestie finansowe.

The Charlatans zawsze byli raczej zespołem piosnek niż albumów. Chodzi o to, że na ich wydawnictwach większe wrażenie robiły single, niż dzieła w całości jako takie. W tej kwestii nic się nie zmieniło. Chociaż „You Cross My Path” to zaskakująco spójny materiał, gotowa jestem z pełnym przekonaniem przyklasnąć zaledwie kilku pojedynczym kawałkom. W całości materiał okazuje się monotonny i chwilami naiwny. Gdy bowiem brakuje przebojowej brawury, zostaje zgrabna melodia (tego manchesterskim twórcom nie można odmówić), ale wykonanie dość pretensjonalne („Bad Days”, „Bird Reprise”). Pojawiają się szcęśliwie energiczne numery z pazurem, jak chociażby „Mis-takes”, czy „Missing Beats (of a Generation)” z odjechanymi Hammondami. Artyści wrócili do psychodelicznych ciągot i bardzo motorycznych utworów, rezygnując na przykład z eksperymentów reggae, znanych z poprzedniego krążka „Simpatico”. Nie osiągnęli ekstremalnych wyżyn swych możliwości, ale w sumie wyszło niemal OK. Niemal, uwiera bowiem jeszcze jedna rzecz. Dziesiąte, długogrające wydawnictwo Tima Burgessa i kolegów często brzmi jak New Order. Wzorzec zacny niesłychanie, ale nazbyt nachalny. Bas wręcz nieznośnie przywołuje styl Petera Hooka („My Name is Despair”).

Album The Charlatans ściągnęło podobno 30 tysięcy osób. To tak jakby niemal wszyscy mieszkańcy Monako zaczęli słuchać „You Cross My Path”. Jakby to ujął pewien amerykański zespół rockowy – 30 tysięcy fanów nie może się mylić.