The Complainer – „The Amor”

21 lipca 2011
ok. 1 minuta czytania

W każdej sekundzie czuć radość z grania oraz zadowolenie, które znamy z miejsc z pięknymi widokami, zalanymi gorącym słońcem. Mamy zarejestrowane odgłosy ulicy, rozmowy z autochtonami, ulicznych grajków, dzięki czemu można odnieść wrażenie, że słuchamy radiowego reportażu, w którym niemało jest puszczania oka do odbiorcy, improwizacji i oddania się beztroskiemu szaleństwu.

The Complainer zderza radosne elementy latynoskie z graniem alternatywnym różnego kolorytu. Po urokliwym kołysaniu rytmami z Karaibów, podbitymi energetyzującymi pekusjonaliami, czeka na nas ostra, przesterowana gitara. Wędruje ona czasem ramię w ramię z elektroniką – szybującą, piszczącą i pykającą jak w automatach do gier sprzed lat. Piosenki żwawo mkną do przodu. Bez względu na to, czy dominuje w nich pierwiastek latynoski (np. powoli rozgrzewający do czerwoności i porywający w tany „Teoti WiFi”), czy przewagę ma granie alternatywne. Są piosenki, które mogłyby ilustrować film reklamowy o wczasach w Meksyku, jak i kawałki do ciasnych klubów Londynu i Manchesteru, w których zaczynał choćby cytowany w jednym z tekstów Morrissey z The Smiths.

Konieczne jest parokrotne przesłuchanie, aby przyzwyczaić się do połączenia pięknej latynoskiej muzyki z alternatywną, nieokiełznaną gitarowo-elektroniczną bestią. Gdy to nastąpi, istnieje szansa, że mocno zakochamy się w tych wariackich dźwiękach.