The Dillinger Escape Plan – „One Of Us Is The Killer”

20 maja 2013
ok. 2 minut czytania

Kiedyś o wściekle dynamicznych, rwanych, kosmicznie precyzyjnie preparowanych połamanych kompozycjach grupy mówiło się, że to muzyczna matematyka. Ale The Dillinger Escape Plan od paru lat nie samymi przedmiotami ścisłymi żyje i nie chce trzymać się jednej estetyki, która na dłuższą metę może męczyć. Amerykanie po trochu wprowadzali urozmaicenia do swojej muzyki za nic mając narzekania forowych hejterów, którym marzyła się powtórka arcydzieła „Calculating Infinity”. Dodatkowe niespodzianki były różne, ale chyba największe na „Option Paralysis”, idące nawet w stronę jazzującej ballady (pamiętacie cudny „Widower” z fortepianem Mike’a Garsona?).

Nie brakuje pozamatematycznych niespodzianek i na „One Of Us Is The Killer”. Jazzujące wokalizy w „Hero Of The Soviet Union” (plus jakiś etniczny wtręt w środku), słodziutki balladowy początek kawałka tytułowego, sielskie chórki w „Nothing’s Funny”, ilustracyjny, wręcz filmowy moment w „Paranoia Shields” to chyba główne. Czy jednak aż tak bardzo zaskakują? Po tym, co Dillinger zademonstrował na wcześniejszych albumach już nie aż tak bardzo. Aczkolwiek wstawki z innej bajki są tak świetnie dobrane, powodują zaskoczenie i ciekawie wypadają w kontraście z matematycznymi paroksyzmami na hiperprędkości, rozjeżdżającymi się riffami i potężnymi akcentami sekcji, że nie sposób po przesłuchaniu nie pozostać z opadniętą szczęką. Jeśli dodamy świetną produkcję (ponownie Steve Evetts), sporo czających się pod powierzchnią smaczków, fajnych klimatycznych zagrywek każdego z muzyków, opad staje się jeszcze większy. I ze spuszczoną szczęką trwamy długo po wybrzmieniu „The Threat Posed By Nuclear Weapons”.

Znane powiedzenie „diabeł tkwi w szczegółach” do The Dillinger Escape Plan trzeba stosować par excellence. Na „One Of Us Is The Killer” obok muzycznej matematyki, jest wiedza o punku i hard corze, alternatywny metal, post metal, nostalgiczna ballada, trochę filmowej aury. I choć tego jest tyle, ani przez chwilę nie mamy wątpliwości kogo słuchamy. A już na pewno się nie nudzimy. Trzeba uważnie zajrzeć w każdy kąt, aby dotrzeć wszystkie uroki albumu. Zabijający materiał.