The Notwist – „Close to the Glass”

28 lutego 2014
ok. 2 minut czytania

W 2002 roku, w wyniku szczęśliwego zbiegu okoliczności, krążek „Neon Golden” swą melancholią, urokiem i brzmieniowym wyszukaniem zdobył serca tłumów. Niemiecka formacja pod wodzą Marcusa Archera przeżyła swoje 5 minut sławy, a potem wszystko wróciło do normy. Owszem, nie rozpieszczają wydawnictwami (po „Neon Goldem” jeszcze tylko „The Devil, You + Me” i soundtrack „Storm”) i niestety nie spodziewam się też, by najnowszy krążek coś w tej materii zmienił. A to wielka, wielka szkoda.

„Close to the Glass” to bowiem fantastyczna, pełna muzycznych przygód płyta, na dodatek całkiem przystępna. Archer i spółka mają niebywały dryg do pisania zgrabnych piosenek, robią jednak wszystko, by fajnie je popsuć. Nawet jeśli mamy skoczny rytm, tendencyjne tamburyno i energię w stylu Weezer, możemy być pewni, że coś się wydarzy, coś nieprzewidywalnego, bezkompromisowego, w kontrze do popu („Kong”). Delikatny, plumkający początek może oznaczać, że w finale czeka nas przyjemna transowa jazda („Run Run Run”), a niemal folkowa ballada urzeknie zaskakującymi aranżacyjnymi ozdobnikami i podskórnym niepokojem („Casino”). Dużo też tu jasnych kolorów, rozświetlonych przestrzeni wypełniających klaustrofobiczne konstrukcje.

Na „Close to the Glass” w idealnych proporcjach mamy dźwiękowe eksperymenty i schizofreniczne klimaty, a zarazem miłe dla ucha zestawienia nut, kojący głos wrażliwego chłopca i proste, akustyczne granie. To elektroniczna muzyka dla fanów rocka. Nie brakuje zadziorności, iście punkowego ducha, a panowie zdecydowanie nie boją się hałasować jak Pixies („7-Hour-Drive”). Jednocześnie czeka nas mnóstwo elektronicznych elementów, zarówno subtelnych, jedynie uzupełniających muzyczny krajobraz The Notwist, ale i takich, które nadają kształt całości, dominują i podporządkowują sobie całą resztę („Signals”).

Taką płytę jak „Close to the Glass” chciałabym otrzymać od Radiohead czy Björk. Płytę, gdzie artystyczne ambicje, zmiłowanie do zabawy dźwiękiem, potrzeba udziwniania i kroczenia pod prąd nie oznacza całkowitego zrezygnowania z melodii.