The Rapture – „In The Grace Of Your Love”

14 września 2011
ok. 2 minut czytania

„House of Jealous Lovers” jest i będzie genialną piosenką. Kwintesencją dance punku, hymnem roztańczonej młodzieży początku XXI wieku. Płyta „Echoes”, z której pochodzi owo arcydzieło też ma zapewnione stałe miejsce w sercach tych, którzy w równym stopniu kochają hałas i taneczne rytmy. Drugi album „Pieces of the People We Love” padł ofiarą syndromu drugiej płyty. Po pięcioletniej przerwie nowojorczycy przygotowali następcę. I co? – Zespół powrócił do kultowej wytwórni DFA i zdołał nagrać trzeci w swej dyskografii album – zapowiada wydawca. – „In The Grace Of Your Love” eksploruje zarówno dawny styl zespołu jak i ich nowe fascynacje, dając w efekcie eklektyczne brzmieniowo, fascynujące dzieło. I co? Grupa wcale nie eksploruje dawnego stylu i nie stworzyła fascynującego dzieła. Na próżno tu szukać wściekłości pomieszanej z euforią. Dzikich dźwięków, przy których znika granica między nocą, a dniem.

I co? Jeśli jednak odłożyć emocje na bok i zapomnieć o zapowiedziach wytwórni, okaże się, że mamy przyjemny nasączony syntezatorami, zaiste eklektyczny, materiał. Niekoniecznie przebojowy, ale dość zgrabny. Raczej skłaniający do przytupywania nóżką czy nieśmiałego kiwania bioderkiem niż ekstatycznego szaleństwa na parkiecie. Nieśmiertelne ejtisowe zagrywki mieszają się ładnie, acz niekoniecznie porywająco, z disco pulsacją, a krowi dzwonek ustąpił miejsca saksofonowi. I co? Źle? Nie. Zwiewne to piosenki, kilka bardziej udanych („Never Gonna Die Again”, „How Deep Is Your Love?”), kilka mniej (potworne „It Takes Time to Be a Man”). Niektóre przesycone podskórną melancholią („Never Die Again”), inne muśnięte słońcem. Ogólnie, całkiem udane.

„In the Grace of Your Love” nie jest genialnym albumem. Nie jest to też równa płyta czy w jakikolwiek sposób zachwycająca. Ma jednak udane momenty, potrafi wywołać uśmiech na twarzy, a czasem nawet zaprosić do tańca.