The Stubs – „Second Suicide”

15 kwietnia 2013
ok. 2 minut czytania

Low budget rock’n’roll The Stubs daje doznania w formacie very big. Przyczyn ku temu jest kilka. Przede wszystkim warszawskie trio jest bardzo konsekwentne w tym, co robi. Idzie sprawdzoną ścieżką, wytyczoną przez garażowy rock and roll, na którym znajdują się strzałki w stronę bluesa i punka. Robi to z niesamowitą werwą, energią, unikając przy tym nienaturalnej sterylności brzmienia. Wiem, że napisałem to przy okazji recenzji debiutu, ale muszę powtórzyć przy „Second Suicide” – płyta  brzmi, jak koncertowa tylko pozbawiona odgłosów publiczności. Ciężko mi sobie wyobrazić, że można jej słuchać statycznie, bez rytmicznego machania łepetyną.

Jakieś zmiany w porównaniu z debiutem? Tym razem wszystko nagrano w Mustache Ministry z Marcinem Klimczakiem (także klawisze w paru numerach). Piosenki brzmią bardziej dynamicznie, mają dłuższego pazura. Większość z nich jest nowa. „Rudy’s Blue Boogie” poznaliśmy z tak samo zatytułowanego singla z 2012 roku, a „Monogamy Blues” to ciekawa, na nowo nagrana wersja kawałka z debiutu, tutaj w wersji akustycznej z tamburynem i krótką partią fletu na końcu. Poza tym 12-utworowy zestaw obejmuje krótkie, zwięzłe rockowe petardy. W tym kilka o sile rażenia przepotężnej, jak „Nation Of Losers”, będący hybrydą Johna Lee Hookera i Canned Heat z turbodoładowaniem, wspaniale ewoluującą w narkotyczne uspokojenie z szybującym klawiszem. Albo bezkompromisowy garażowy rock and roll „Ton Of Dung”. W zasadzie 95 procent płyty to kandydatki na rockowe hity, które w wersji koncertowej porwą publikę do zbiorowego szaleństwa.

Tomek Szkiela, Łukasz Dadas i Radek Sternicki ewidentnie posiedli patent na wyrwanie słuchacza z butów. Szczerość, łobuzerska energia, genialne czucie takiego brudnego przesterowanego grania, poczucie humoru i zero kompromisów, to główne składniki konstytuujące sukces The Stubs. „Second Suicide” to z pewnością nie artystyczne samobójstwo, lecz krok, mam nadzieję, ku ekspansji poza granice ojczyzny. Oby doszło do niej jak najszybciej. Coś mi mówi, że poza Polską The Stubs poradziliby sobie bez trudu. Zero słabych punktów, więc i ocena musi być maksymalna.